Święty Mikołaj jest łaskawy przede wszystkim dla posiadaczy akcji największych amerykańskich spółek. W ostatnich dniach najmocniej rośnie średnia przemysłowa Dow Jones, w której skład wchodzi 30 gigantów gospodarki Stanów Zjednoczonych. A przed nami wciąż jeszcze okres, w którym możemy spodziewać się rajdu świętego Mikołaja. Wśród fachowców trwają spory, gdzie dokładnie umiejscowić ten sezonowy wzrost notowań. Jedna z opinii mówi, że najczęściej zdarza się na przełomie roku i stanowi wstęp do efektu stycznia. Czyżby najlepsze było dopiero przed nami? Z punktu widzenia analizy wykresów trudno znaleźć przeciwwskazania. Po przekroczeniu 10 tys. punktów DJIA znalazł się także ponad 62-proc. zniesieniem spadku, zapoczątkowanego jeszcze w styczniu 2000 roku. Na zamknięcie sesji czwartkowej wartość indeksu była najwyższa od połowy maja zeszłego roku. Otworem stoi zatem droga do przekroczenia 11 tys. punktów i odrobienia całości strat.
Za wzrostami spółek przemysłowych nie nadążają firmy zaawansowanych technologii. Święty Mikołaj najwyraźniej zapomniał o Nasdaq - indeks Nasdaq Composite, po nieudanym ataku na 2 tys. punktów, wciąż jeszcze nie wrócił do trendu wzrostowego.
Amerykańskiemu rynkowi akcji dobrze prognozuje przyspieszenie trendu wzrostowego na wykresie S&P 500. Sytuacja techniczna tego indeksu przypomina trochę to, co stało się z Nasdaq pod koniec 1999 roku. Wtedy również, po trwającym prawie rok spowolnieniu trendu wzrostowego, rynek gwałtownie przyspieszył. Efektem tego przyspieszania na polskim rynku była hossa internetowa. Tym razem taki rozwój wydarzeń jest mało prawdopodobny - mówię tutaj zarówno o utrzymaniu tempa wzrostu na rynku amerykańskim, jak i powrocie do zwyżki na krajowym rynku.
Kroku amerykańskim gigantom stara się dotrzymywać niemiecki DAX. Wykres indeksu odbił się od krótkoterminowej linii trendu wzrostowego, która obejmuje ostatnie dwa i pół miesiąca notowań. Okolice 4 tys. punktów to bardzo ważny poziom oporu z punktu widzenia trendu długoterminowego na niemieckim rynku akcji.