Po raz kolejny oglądaliśmy tak nudną sesję, że poświęcenie na nią właśnie pisanego zdania jest zwykłą rozpustą. W tym roku nic już się nie zmieni, a nawet jeśli dzisiaj będzie jakaś niespodzianka, to trudno będzie ją traktować w kategoriach wiarygodnego sygnału. Wszyscy bowiem mają świadomość, że ostatni dzień w roku parkiet opanowują fundusze upiększające wyniki.

Zbyt mocno na byczą pomoc w związku z przystrajaniem okienek u nas bym jednak nie liczył. Historia pokazuje, że na GPW są to z reguły nudne sesje, skoncentrowane bardziej na podnoszeniu kursów giełdowej drobnicy (brak wpływu na kontrakty), a nawet czasami wręcz dołowaniu spółek konkurencji. O ile ma powiać optymizmem, to prędzej z USA, gdzie ostatni dzień miesiąca giełdowej rozpusty (czytaj - grudzień) np. dla Nasdaq w ostatnich 22 latach kończył się w ponad 90% przypadków wzrostem. Drugiego tak wyraźnego przedświątecznego schematu nie ma. Ale to bardziej ciekawostki niż problemy na styczeń. W styczniu rynki będą się zmagać po pierwsze z rozpoczynającym się zaraz sezonem wyników amerykańskich spółek, po drugie - z coraz częstszymi rozczarowaniami przy publikowanych danych makro, no i w końcu z całym zamieszaniem w związku z wyborem nowej Rady Polityki Pieniężnej. Na razie jednak głowa niech boli nas od szampana, a nie tych problemów. Do nich wrócę na początku stycznia.

Na razie pozostaje na nowy rok życzyć wszystkim, by nowo wybrana RPP umiała poradzić sobie nie tylko z inflacją, ale i z niepokornym rządem. By rząd rządził na tyle mądrze, by nie rządzić Radą i nas wszystkich przy tym nie urządzić. A do tego wszystkiego, by giełdowi inwestorzy mogli na koniec przyszłego roku pochwalić się jak największymi podatkami. Przecież to czysta przyjemność, gdy ma się z czego zapłacić.