Najlepszą inwestycją 2002 roku były akcje Groclinu, na których można było zarobić ponad 250%. W 2003 roku taki wynik pozwoliłby na zajęcie miejsca pod koniec pierwszej dziesiątki.
Zmiany wartości poszczególnych indeksów pokazują, że w mijającym roku tym łatwiej było zarobić, im mniejszą spółkę zdecydowaliśmy się kupić. Indeks WIG20, skupiający największe firmy, zyskał 34%. Wskaźnik kończy rok na poziomie 1574,04 pkt, niecałe 10% poniżej ukształtowanego na początku września szczytu w tym trendzie wzrostowym. WIG, w którego skład wchodzi ponad 80 przedsiębiorstw, wzrósł o 45%. WIRR, o którym decydują spółki o najmniejszej kapitalizacji, podwoił swoją wartość. Z tej tendencji wyłamał się tylko NIF, który stracił ponad 3%. Sytuacja na GPW była zgodna ze światowymi trendami, gdzie również największym powodzeniem cieszyły się mniejsze firmy. Amerykańskie indeksy S&P 500 i Dow Jones Industrial Average, w skład których wchodzą tuzy tamtejszej gospodarki, zyskały w 2003 roku około 25%, tymczasem wskaźnik S&P 600 SmallCap wzrósł o 40%.
W 2002 roku sukcesem było zatrzymanie bessy - w minionym roku byki przeszły do ofensywy. I w Warszawie, i na światowych rynkach zaowocowało to najwyższymi wartościami indeksów przynajmniej od 52 tygodni. Choć dla indeksów oznacza to tylko odrobienie części strat, poniesionych w wyniku pęknięcia internetowej bańki, to w odniesieniu do szerokiej grupy spółek oznaczało najwyższe notowania w historii. Szczególnie jeśli były to firmy przemysłowe.
Powodem zwyżki notowań jest odradzający się wzrost gospodarczy, który przełożył się na wyniki giełdowych przedsiębiorstw. Na giełdzie w Warszawie bardzo często rekordowe kursy poparte były najwyższymi w historii kwartalnymi wynikami. Tak było w przypadku Dębicy, Kęt i Świecia - spółek z WIG20, które w minionym roku zanotowały historyczne maksima notowań.
W Stanach Zjednoczonych roczne tempo wzrostu PKB na koniec trzeciego kwartału 2003 r. wyniosło 8,2%. Za największą gospodarką świata na razie nie nadąża Unia Europejska: wzrost gospodarczy na obszarze Piętnastki w tym samym okresie nie przekroczył 1%. O ile wcześniej zwyżka giełdowych notowań często wyprzedzała korzystne dane makroekonomiczne, o tyle teraz dalszy wzrost światowej gospodarki wydaje się koniecznym warunkiem utrzymania dobrej koniunktury na giełdach. Inwestorzy potrzebują potwierdzenia, że trwałe ożywienie gospodarcze, pod które napełnili portfele akcjami, staje się faktem. Nawet jednak w przypadku korzystnego rozwoju sytuacji trudno będzie uzyskać tak wysokie stopy zwrotu jak w 2003 roku.