Po piątkowej sesji należałoby okrzyczeć na cztery strony świata: "Nowy Rok - nowy wzrost!" lub coś w tym rodzaju. Wykres wybił się zdecydowanie z 11-

-sesyjnego klina. Osiągnięte wartości to - dwumiesięczne maksima! Cieszyć się powinni oczywiście posiadacze pozycji długich. Dla tych drugich mam również słowo pocieszenia - wzrost ten nie jest potwierdzony obrotem rynku kasowego. A nawet można napisać, że jest kompletnie niepotwierdzony.

Już po pierwszej godzinie, kiedy obrót kasowego wynosił niecałe 10 mln w sytuacji, gdy kontakty oscylowały nieco poniżej ważnego oporu na 1620 pkt aż się prosiło, żeby wrzucić na kasowy parę milionów złotych i tym sposobem przebić opory. A ZUS przelał przecież w sylwestra na konta OFE ponad 400 mln zł. Krótko po 13.00 zaczął się realizować ten scenariusz. Ze strony zachodnich rynków było dla niego dodatkowe poparcie. Ostatecznie szacuję, że na rynek wpłynęło dodatkowych kilkanaście milionów po stronie popytu. A gdzie była podaż? No, chyba na urlopie. Chyba, bo nie wiadomo, po tym, co się stało, czy szybko się teraz pojawi. Albo inaczej - popyt może sobie z nią bez trudu poradzić.

Na poparcie tej tezy jest bowiem inna przesłanka. Pamiętamy o wysokiej dodatniej bazie, która utrzymuje się od kilku sesji. W piątek niemal od początku sesji baza wynosiła przeszło 30 pkt. Rosła też liczba otwartych pozycji. A wskaźnik to bardzo ważny. Po wybiciu LOP nie spadł, a wręcz urósł. Potwierdza to, na razie, siłę trendu. Wynika z tego, że w poniedziałek możemy liczyć na kontynuację, przynajmniej w pierwszej części sesji. A jeśli indeks upora się z listopadowym szczytem w okolicy 1620 pkt, to droga na 1700 będzie otwarta. Tyle, że ten obrót...