Dwa tygodnie po uzyskaniu przez włoską firmę mleczarską ochrony przed wierzycielami - po tym jak okazało się, że jej konto bankowe opiewające na prawie 4 mld euro nie istnieje - policja wsadziła do więzienia ósemkę jej dyrektorów, a były szef spółki Calisto Tanzi przyznał się do części zarzutów. Prokuratura, przesłuchująca obecnie zarząd Parmalatu, w najbliższym czasie chce skupić się na roli banków w bankructwie firmy.
Zabezpieczyć dowody
Włoska prokuratura i policja mają świadomość - po nie tak dawnym bankructwie Enronu i przypadku zawyżania zysków w holenderskim Aholdzie - że trzeba działać szybko, by zabezpieczyć dowody i uniemożliwić ich zatarcie. Tempa pracy policji i prokuratury nie dotrzymał jednak Consob, włoski odpowiednik naszej KPWiG. - Kontrola nie zadziałała - powiedział agencji Bloomberga Michele Bignami, partner z kancelarii prawniczej CBM & Partners z Mediolanu. - Było wiele okazji, by przedsięwziąć odpowiednie kroki i sprawdzić, co się dzieje - dodał.
Do ujawnienia defraudacji i podjęcia działań przez prokuraturę i policję doszło dzięki zapytaniu o wyjaśnienia w sprawie długu i aktywów, które Consob wysłał w listopadzie do Parmalatu. Zdaniem ekspertów, Consob miał dość dowodów, by wcześniej zadbać o interesy udziałowców spółki. Inwestorzy zasygnalizowali swoje zaniepokojenie finansami Parmalatu już w lutym, gdy nie udało im się zapisać na obligacje sprzedawane przez firmę. Sprzedaż została odwołana, a akcje Parmalatu osiągnęły 7-letnie minimum. Wówczas dyrektor finansowy Fausto Tonna powiedział w jednym z wywiadów, że spadek kursu akcji spowodowany był przez "spekulantów-kryminalistów", a nie obawami o wiarygodność kredytową spółki. W ubiegłą środę Tonna został aresztowany pod zarzutem oszustw w księgowości i ukrywania dowodów.
Consob milczy