W ostatnim tygodniu na światowych rynkach wyraźnie traciły spółki surowcowe, choć generalnie koniunktura pozostawała dobra. Czy to koniec hossy w tej grupie firm? Z czego wynika osłabienie notowań?
Pogorszenie nastrojów w odniesieniu do tej grupy firm zbiegło się w czasie z umocnieniem dolara. Ma on duży wpływ na ceny surowców. Na przykład, dość znacznie ucierpiały spółki działające na rynku złota. Popularny indeks opisujący kondycję tego sektora - Philadelphia
Gold&Silver Index (XAU) - spadł w ostatnich dniach prawie o 14%. To może niepokoić. Jednak patrząc w dłuższej perspektywie widać na wykresie obszerną formację odwróconej głowy z ramionami. "Gwarantuje" ona zwyżkę przynajmniej do 150 pkt. Ceny złota znalazły się ostatnio na najwyższym poziomie od szczytów z lat 1988, 1990, 1993 i 1996 r. XAU osiągał w tych latach niezmiennie poziom 135-160. Obecnie wynosi poniżej 100. To daje nadzieję na sowite zyski jeszcze w pierwszym półroczu tego roku.
KGHM też w znacznym stopniu jest uzależniony od zmian na rynku surowców. Dobre perspektywy cieszą więc jego akcjonariuszy. Jaki ma Pan scenariusz na przyszłość dla towarów?
W zachowaniu ich cen widać wyraźną cykliczność. Szczyty ustanawiane są co ok. 8 lat: 1980, 1988, 1996 r. Jak więc łatwo policzyć, na ten rok przypada kolejny. Hossa na rynkach towarowych odzwierciedla zagrożenia inflacyjne, do których prowadzi bardzo luźna polityka fiskalna w USA i utrzymywanie stóp procentowych na bardzo niskim poziomie. Jednocześnie, jak wskazują badania nastrojów wśród uczestników rynku towarowego, daleko mu jeszcze do pełnego optymizmu. Odsetek byków wśród doradców inwestycyjnych, specjalizujących się w metalach szlachetnych, spadł do kilkunastu procent. Końca hossy można upatrywać gdzieś w okolicach wyborów prezydenckich w USA. Ostrzeżeniem byłaby też podwyżka stóp przez Rezerwę Federalną.