Reklama

Korekta sięgnęła akcji

Spadek indeksu S&P 500 o ponad 2% na dwóch pierwszych sesjach mijającego tygodnia zapowiada większą korektę na giełdach. Gwałtowne tąpnięcie, jakie zdarzyło się w środę w Warszawie, nie jest zjawiskiem wyjątkowym na rynkach wschodzących - jeszcze szybciej spadały kursy walorów notowanych w Sao Paolo.

Publikacja: 31.01.2004 08:52

Ostatni etap trendu wzrostowego trwał na wykresie S&P 500 ponad dwa miesiące. Choć indeks z dużym trudem podążał na północ, to prawie na każdej sesji poprawiał 52-tygodniowe maksimum. Osiągnięte w poprzedni piątek 1155,4 pkt, to najwyższa wartość od 19 marca 2002 roku. Spadającą dynamikę wzrostu bardzo dobrze obrazuje wskaźnik ATR, mierzący zmienność rynku. Od lipca 2002 roku znajduje się w trendzie spadkowym i na ostatniej sesji zeszłego roku znalazł się poniżej 8 punktów. Poprzednio zdarzyło się to 6 lat wcześniej.

Dwa mocne spadki na początku tygodnia sprawiły, że dość już męcząca sytuacja może ulec zmianie. Przebiciu przyspieszonej linii trendu na wykresie S&P 500 towarzyszyło przełamanie spadkowej tendencji przez wskaźnik ATR. To dodaje wiarygodności negatywnemu dla posiadaczy akcji sygnałowi, zapowiadając ponadto większą zmienność amerykańskiego rynku.

Zmianę nastrojów za Atlantykiem europejskie giełdy przyjęły na razie spokojnie. Nie było gwałtownej wyprzedaży, nie padły też ważniejsze techniczne sygnały. Wyjątek stanowi londyński indeks FT-SE 100, na wykresie którego pojawiła się formacja podwójnego szczytu. Po nieudanym ataku na wierzchołek z 5 stycznia FT-SE spadł poniżej 4440 pkt, gdzie znajdowała się linia szyi opisywanej figury. W połączeniu z przebiciem najszybszej linii trendu stanowi to istotną zachętę do pozbywania się akcji. Jednak za wcześnie jest mówić, że to koniec szans na powrót do wzrostu w najbliższym czasie. Formacja kanału, obejmująca ostatnie siedem miesięcy notowań, wskazuje na spadek do 4,3 tys. punktów. Dopiero to, jak rynek zachowa się na tym poziomie, zadecyduje o koniunkturze na kilka najbliższych tygodni, a być może nawet miesięcy.

Gwałtowne spadki notowań nie są tylko specjalnością giełdy w Warszawie. Indeks Bovespa, mierzący koniunkturę na rynku w Sao Paolo, stracił w czwartek ponad 6% i podobnie jak WIG20 zmienił trend krótkoterminowy na spadkowy. Różnica między rynkami jest istotna - nim doszło do załamania, Bovespa zyskał w zeszłym roku ponad 100%, co było jednym z lepszych wyników na świecie. Wartość WIG20 w tym samym czasie wzrosła tylko o 34%. Na wykresie brazylijskiego indeksu pojawił się podwójny szczyt, co zapowiada kontynuację spadków w najbliższym czasie.

Jeśli za wyprzedażą na warszawskiej giełdzie stoi kapitał zagraniczny, to można przypuszczać, że znajduje schronienie na Węgrzech. Tamtejszy BUX nie tylko nie poddaje się dekoniunkturze na emerging markets, ale bije rekordy. W środę po raz pierwszy od czasów internetowej hossy zamknął sesję powyżej 10 tys. punktów. Do rekordu wszech czasów z 10 marca 2000 roku brakuje już tylko kilkaset punktów.

Reklama
Reklama

Jest drogo...

...na amerykańskim rynku akcji - twierdzi Mark Hulbert, publikujący na stronach internetowych CBS.

Perspektywy na ten rok są dobre. Zysk na akcję na koniec roku ma być w amerykańskich korporacjach o 11% wyższy niż w 2003 r., o 4% wzrosnąć mają dywidendy. Wszystko to w warunkach niskich stóp procentowych i niskiej inflacji. Dlaczego zatem nie kupować akcji?

Bo ich wyceny, mierzone wskaźnikiem C/Z, są wysokie - odpowiada Mark Hulbert. Większość inwestorów daje się zwieść następującej argumentacji analityków: być może rzeczywiście C/Z jest w wielu przypadkach na zbyt wysokim poziomie, ale tylko, jeśli przy jego wyliczaniu uwzględnić bieżące zyski. Gdyby do wzoru podstawić rezultaty prognozowane na koniec 2004 roku, to okaże się, że C/Z dla 30 przedsiębiorstw wchodzących w skład średniej przemysłowej Dow Jones Industrial Average ma tylko 18,2 (na podstawie prognoz zysków sporządzonych przez analityków Value Line). Tylko, ponieważ wieloletnia średnia tego wskaźnika wynosi 16.Okazuje się jednak, że porównywanie C/Z opartego na bieżących zyskach ze wskaźnikiem C/Z obliczanym na podstawie prognozowanych wyników nie ma większego sensu. Prawie zawsze ten drugi będzie niższy, ponieważ analitycy oczekują z reguły wyższych zysków w przyszłości. Badania przeprowadzone przez Clifforda Asnessa, na które powołuje się Mark Hulbert, dowiodły, że średni C/Z oparty na prognozowanych zyskach na najbliższe 12 miesięcy wynosi dla firm Dow Jonesa 12. Obecnie jest o 50% wyższy. Rzadko kiedy akcje były bardziej przewartościowane.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama