Do tej pory nie sprawdził się pesymistyczny scenariusz, jaki wydawał się bardzo prawdopodobny jeszcze w końcu stycznia. Trwająca przez większość ubiegłego miesiąca konsolidacja WIG20 zapowiadała gwałtowne wybicie. Największy niepokój budziła słabość naszej giełdy na tle szybko zwyżkującego rynku amerykańskiego. Rodziło to obawę, że kiedy w końcu dojdzie do korekty za oceanem, stanie się to impulsem do gwałtownej przeceny na naszym rynku akcji. Oczekiwania te sprawdziły się tylko po części. Owszem, 28 stycznia nastąpił silny spadek poniżej dolnego ograniczenia konsolidacji. Otworzyła się luka bessy. Wiele przemawiało za tym, że to nie koniec zniżki. Tym bardziej że w połowie listopada ubiegłego roku bardzo podobna konsolidacja przyniosła wybicie w dół aż o około 150 punktów.
Korekta kontrolowana
Wybicie było jednak zaskakująco krótkotrwałe. Już druga sesja przyniosła poprawę nastrojów. Niewielki zasięg tego ruchu przemawia na korzyść byków. Bardzo ważne jest miejsce, w którym 29 stycznia zatrzymała się zniżka. Wówczas dzienne minimum wypadło na poziomie 1590 pkt. Po pierwsze, spadek indeksu wyhamował tuż nad 45-sesyjną średnią kroczącą. Po drugie, był to poziom 24-proc. zniesienia trendu wzrostowego z okresu 20.11.2003-8.01.2004 r.
Wiele wskazuje zatem na to, że wciąż mamy do czynienia zaledwie z korektą wcześniejszej zwyżki. WIG20 powrócił już powyżej wcześniejszego (38%) poziomu zniesienia - ok. 1640 pkt. Indeks zaczął odrabiać straty, mimo spadającego MACD. Już teraz WIG20 znajduje się praktycznie na poziomie, przy jakim MACD dał w drugiej połowie stycznia sygnał sprzedaży. Także to potwierdza brak determinacji ze strony niedźwiedzi.
Za wcześnie jednak na odtrąbienie końca korekty. Utrzymujący się stan niepewności dobrze obrazuje tygodniowy MACD, który daje bardzo niejednoznaczne sygnały. Wskaźnik ten od pierwszej połowy stycznia porusza się praktycznie w bok, dając na przemian mylne sygnały kupna i sprzedaży.