O tym, że uzyskanie w tym roku 8,8 mld zł z prywatyzacji jest konieczne, aby zahamować tempo wzrostu długu publicznego, mówili i wicepremier Jerzy Hausner, i minister finansów Andrzej Raczko. Spowolnienie prywatyzacji było nawet oficjalną przyczyną dymisji poprzedniego ministra skarbu Piotra Czyżewskiego. Jednak jego następcy, Zbigniewowi Kaniewskiemu, najprawdopodobniej też nie uda się wpłacić do kasy państwa całej zaplanowanej na ten rok kwoty. Powiedział on wczoraj, że najprawdopodobniej resort skarbu nie da rady sprzedać w tym roku akcji PKO BP. A tylko ta oferta miała przynieść 6-8 mld zł. Dotąd była planowana na przełom III i IV kwartału tego roku.
Jednocześnie Andrzej Podsiadło, prezes PKO BP, deklarował gotowość banku do "wzięcia sprawy w swoje ręce" i samodzielnego przeprowadzenia prywatyzacji. W ten sposób wyraził obawę, że spółka nie zostanie sprywatyzowana w tym roku.
Polityka
wciąż ważna
Złoty tracił już od rana. Powodem była rezygnacja Leszka Millera z kierowania SLD. Inwestorzy obawiają się, że jego następca nie będzie chciał popierać planu oszczędnościowego wicepremiera J. Hausnera. Jego autor po południu uspokajał, że ewentualne przejęcie przywództwa w SLD przez Jolantę Banach, kandydatkę premiera Leszka Millera na szefa partii, nie osłabiłoby determinacji przy wprowadzaniu programu w życie. Przypomnijmy, że J. Banach, ostro sprzeciwiająca się cięciom socjalnym, została niedawno odwołana ze stanowiska wiceministra w resorcie gospodarki i pracy.