Na sprawę zobowiązań finansowych władz Betacomu wobec spółki zwracano uwagę jeszcze przed ofertą publiczną (początek lutego). W prospekcie emisyjnym można było przeczytać, że cztery osoby z zarządu są winne spółce 431 tys. zł. Kwota ma zostać zwrócona do 31 marca. - Jeśli udziałowcy kupują akcje spółki za pożyczone od niej pieniądze, to musi budzić kontrowersje - mówił wtedy jeden z analityków.

Problem ten zwtrócił także uwagę Rady Giełdy, która nakazała spółce wytłumaczyć się z tych rozliczeń. Betacom bardzo szybko wywiązał się z nałożonego zobowiązania. Poinformował, że 19 lutego wartość niespłaconych zaliczek udzielonych przez spółkę członkom zarządu i rady nadzorczej wynosiła 144 tys. zł. To oznacza, że w ciągu kilku miesięcy zmniejszyła się o dwie trzecie. Wymienione osoby nie miały żadnych pożyczek i, jak zapewniła spółka, w przyszłości pożyczki takie nie będą udzielane.

Betacom podjął także uchwałę ograniczającą maksymalną wartość udzielonych zaliczek na jedną osobę do 15 tys. zł. - Nie możemy zrezygnować z operowania gotówką. Nie przy każdych zakupach można korzystać z kart, które i tak nie zawsze działają - tłumaczył Mirosław Załęski, prezes Betacomu. Osoby, które z nich korzystają, zostały zobowiązane do rozliczenia pobranych zaliczek w nieprzekraczalnym terminie miesiąca od ich pobrania.

GTC też musi wyjaśniać

Rada Giełdy dopuściła również do obrotu akcje Globe Trade Centre serii A, B i C. Spółka zamierza wprowadzić je na giełdę wraz z akcjami z planowanej nowej emisji. GTC została zobowiązana do podania komentarza do noty w raporcie półrocznym. - Chodzi o transakcje związane z podwyższeniem kapitałów w naszych spółkach zależnych poprzez wniesienie do nich aportem Galerii Mokotów - mówi Mariusz Kozłowski, członek zarządu GTC. - Przygotowujemy obecnie stosowne wyjaśnienie - dodaje.