Reklama

Wykorzystaliśmy szansę

Z Jackiem Szwajcowskim, współzałożycielem, prezesem i największym akcjonariuszem Polskiej Grupy Farmaceutycznej, rozmawia Piotr Wojtaszek

Publikacja: 27.02.2004 12:16

Mali chłopcy marzą najczęściej, żeby zostać strażakiem albo wojskowym. Co Pan sobie wyobrażał? Widział Pan siebie na czele dużego przedsiębiorstwa?

Będąc małym chłopcem, chciałem być kosmonautą. Zupełnie inaczej sprawy wyglądają później - pod koniec liceum czy na studiach. Zmiana ustroju gospodarczego w Polsce na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych dała wielu osobom szansę założenia własnego biznesu, mając za konkurencję w większości wypadków jedynie nieefektywnie działające przedsiębiorstwa państwowe. Ja wybrałem sektor dystrybucji farmaceutycznej. Mając świadomość, jak funkcjonuje on w krajach Europy Zachodniej, wspólnie ze Zbigniewem Molendą, współzałożycielem Medicines i obecnym członkiem zarządu PGF, określiliśmy wizję rozwoju spółki, którą konsekwentnie realizowaliśmy. Ponieważ wizja ta przewidywała osiągnięcie pozycji lidera w branży, zakładałem, że będę uczestniczył w zarządzaniu dużą spółką. Od początku traktowałem to jednak raczej jako konsekwencję rozwoju firmy, a nie cel sam w sobie.

Dlaczego wybrał Pan publiczną ofertę akcji? Czy w rozważaniach były brane pod uwagę też inne możliwości pozyskania kapitału przez spółkę?

Większość firm, szczególnie w branży handlowej, w kilka lat po rozpoczęciu działalności staje przed barierą rozwoju w postaci niedostatecznych kapitałów własnych. Oczywiście, najpierw wykorzystuje się zdolności kredytowe, jednak w pewnym momencie dochodzi się do etapu, w którym zwiększenie długu jest niebezpieczne. Wtedy można zdecydować się na dalszy rozwój w oparciu o środki generowane przez spółkę, których, przy założeniu, że firma się rozwija, jest coraz więcej. W przypadku Medicines istniała jednak możliwość znacznie szybszego rozwoju poprzez podniesienie kapitału. Naszym pomysłem była konsolidacja bardzo wówczas rozdrobnionego rynku. Giełda natomiast z jednej strony pozwalała pozyskać pieniądze na przejęcia, a z drugiej - dawała duży atut w transakcjach fuzji z innymi podmiotami.

Wydaje mi się, że możliwości rynku publicznego wykorzystaliśmy dobrze - w ciągu 6 lat od debiutu nasze obroty zwiększyły się ponadtrzynastokrotnie, a udział w rynku wzrósł z czterech do dwudziestu procent.

Reklama
Reklama

Jak długo dojrzewał Pan do podjęcia ostatecznej decyzji o wprowadzeniu PGF na parkiet?

Krótko. Byliśmy świadomi szans, jakie stwarza giełda. Tak naprawdę, przy określonej wizji rozwoju, nie mieliśmy alternatywy dla giełdowego debiutu.

A ile czasu potrzebne było na przygotowanie emisji - wybranie oferującego, doradców, napisanie prospektu?

Pomysł upublicznienia firmy pojawił się na początku 1997 r. Pod koniec tego samego roku byliśmy już po publicznej ofercie akcji.

Które biuro maklerskie wprowadziło PGF na giełdę? Dlaczego zdecydował się Pan właśnie na tego brokera?

Oferującym nasze akcje było biuro Creditanstalt Securities. Wybraliśmy je wtedy przede wszystkim ze względu na największe doświadczenie w zakończonych sukcesem operacjach plasowania emisji na rynku pierwotnym.

Reklama
Reklama

Giełdowy debiut spółki to z reguły nieludzki wysiłek dla jej prezesa - ciągłe napięcie, spotkania z inwestorami, analitykami, prasą...

Rzeczywiście, oferta publiczna i debiut to duże wyzwanie dla kogoś, kto wcześniej nie miał z tym do czynienia. Skłamałbym, jeśli bym powiedział, że nie było to męczące. Z drugiej jednak strony, była to bardzo pożyteczna lekcja. Rozwijając przez kilka lat własną firmę, ma się na nią całkiem inne spojrzenie niż osoby z zewnątrz.

Pozyskanie środków z rynku publicznego to z jednej strony szansa na rozwój firmy, z drugiej - diametralna zmiana w jej zarządzaniu. Do stworzonej przez Pana spółki wchodzą nowi ludzie i procedury. Nie obawiał się Pan tego?

Jak już wspomniałem, wejście na rynek publiczny daje okazję spojrzenia na własną firmę z dystansem. Tego, co czuje się przed takim spojrzeniem, nie nazwałbym obawą, a raczej ciekawością. Z drugiej strony, giełdowy debiut nie wywraca życia spółki do góry nogami. W końcu po to, by sprzedać akcje, należy osiągnąć w spółce pewne standardy zarządzania, które są do zaakceptowania przez przyszłych inwestorów. Wchodząc na giełdę i wpuszczając do spółki nowych akcjonariuszy, uzyskuje się stałego i dość krytycznego recenzenta swoich poczynań. Przy przejrzystości działań, do jakiej zobowiązuje rynek publiczny, wszystkie potknięcia są natychmiast weryfikowane przez inwestorów. Jest to czasami bolesne, ale na pewno bardzo pożyteczne.

Dziękuję za rozmowę.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama