Pierwsza sesja nowego tygodnia przyniosła inwestorom dużą dawkę emocji. Obserwując rynek można dojść do wniosku, że brak jest jednoznacznego spojrzenia na parkiet, co w konsekwencji owocuje wzrostem zmienności notowań. Z jednej strony poprawa sytuacji gospodarczej wspiera popyt i długoterminowy trend wzrostowy, z drugiej strony nie nikną główne zagrożenia. Losy planu Hausnera nadal pozostają niepewne. Wprawdzie PO udzieliła częściowego poparcia, niemniej jednak wdrożenie całego planu będzie wymagać setek głosowań sejmowych, których wynik jest trudny do przewidzenia. Może się więc okazać, że na "wyjściu" otrzymamy jakąś hybrydę, która zamiast porządkować wydatki publiczne, jeszcze bardziej je zagmatwa.
Techniczny wykres kursu kontraktów terminowych również prezentuje się niejednoznacznie. Po ponadstupunktowym spadku kursu w ubiegłym tygodniu ostatnie sesje przebiegły już w zupełnie innych nastrojach. Silne wahania i brak zdecydowania wydają się oznaką końcowej fazy hossy bądź wstępem do silniejszej korekty. Biorąc także pod uwagę wysokie poziomy indeksów zagranicznych oraz przewartościowany rodzimy sektor bankowy można odnieść wrażenie, że rynek balansuje na krawędzi. Może się bowiem okazać, że jakiś z pozoru nieznaczny zapalnik wywoła silniejszą falę wyprzedaży, która zniesie kurs kontraktów nawet o kilkanaście procent. W obecnych warunkach najbliższy opór znajduje się w przedziale 1775-1790 pkt. Jego wyraźne przełamanie teoretycznie otwiera drogę do 1900-1950 pkt. Trzeba jednak zachować ostrożność, gdyż istnieje wysokie prawdopodobieństwo fałszywego wybicia. W przypadku spadków silniejszego popytu spodziewałbym się w okolicy 1580-1600 pkt. Na tym poziomie kształtować się może istotny lokalny dołek.