Ktoś kiedyś słusznie stwierdził, że w tej grze nie chodzi o to, by mieć rację, lecz o to, by zarobić. Znaczenie tych słów na nowo odkrywamy, gdy przyjrzymy się wykresowi pochodnych na WIG20 za ostatnie kilka miesięcy. Niemal na każdym kroku widać pułapki, fałszywe wybicia, które wywracały wcześniejsze koncepcje i strategie inwestycyjne.

Spojrzenie z perspektywy półrocznej pokazuje, że 4-miesięczna formacja odwróconej głowy z ramionami niemal uległa załamaniu, gdy w połowie lutego rynek pokonał jej linię szyi na 1710 pkt. Nastąpił jednak powrót, po czym kontrakt ustanowił nowy szczyt. Na wykresie liniowym naruszenie szyi mieściło się w granicach 1-proc. filtra i najwyraźniej w średnim terminie formacja nie straciła na znaczeniu. To było największe "strząśnięcie", a przecież nie można zapominać o wyjściu dołem ze styczniowej i lutowej konsolidacji.

Za każdym razem rynek poruszał się wbrew kanonom analizy technicznej. Powtórzenie tego schematu po wtorkowej sesji wydawało się bardzo prawdopodobne zwłaszcza po nieudanej próbie pokonania linii łączącej styczniowo-lutowe szczyty. Stało się jednak inaczej - najwyraźniej albo schemat przestał działać, gdyż spora grupa graczy zauważyła tę prawidłowość, albo stosunek zysku do ryzyka przy założeniu blisko położonego wsparcia na 1712 pkt był mało atrakcyjny. W każdym razie zamknięcie ponad poziomem dwóch doji sprzed miesiąca na 1770 pkt przedłuża nadzieję na kolejną próbę ataku na poniedziałkowy szczyt.

W tym kontekście sygnały, jakie pojawiły się po środowej sesji na wykresach szybkich wskaźników, tj. Stochastic i Percent R, wynikające w znacznej mierze z ich bezwładności, mogą okazać się przedwczesne.