Na kilkunastu ostatnich sesjach można codziennie odnieść wrażenie, że sesje na GPW głównie zależą od decyzji zagranicznych inwestorów i muszę, niestety, raz jeszcze to powtórzyć. Rodzime fundusze zajęły się "rzeźbieniem" wyników na małych spółkach, a zagranica rozgrywa najpłynniejsze akcje. Po raz kolejny na ostatnich sesjach potwierdzał to węgierski BUX, bardzo silnie skorelowany w czasie sesji z WIG20.

Nie inaczej było wczoraj, gdy oba indeksy do wspomnienia czarnego wtorku dodały spadki za oceanem i na otwarcie wykreśliły luki bessy. WIG20 z kontraktami testowały w tym momencie wsparcie na wrześniowym dołku i był to idealny moment na zatrzymanie spadków. Fundusze to wykorzystały i rozpoczęło się odbicie trwające już całą sesję. Obrona tego poziomu nie była żadnym zaskakującym wydarzeniem, bo nastroje na rynku nie mogą zmienić się aż tak gwałtownie. Ale za niespodziankę uznałbym skalę obrotów w czasie tego wzrostu. Tylko przez pierwsze 2 godziny na akcjach z WIG20 zarobiliśmy aż 160 mln. Nie tak wygląda jedynie korekcyjne odbicie będące przerwą w spadkach.

Należałoby więc się zastanowić, czy faktycznie spodziewana mocna korekta nie została wczoraj przerwana taką demonstracyjną obroną. Wygląda na to, że przesądzi tym razem technika. Jeśli teraz ruszymy na nowe szczyty, to rozpocznie się gonienie indeksów przez inwestorów, których z rynku wyrzuciła wtorkowa sesja, oraz tych, którzy zyskali pewność, że przynajmniej do 1 maja mamy opiekuna. To wariant optymistyczny, którego teraz nie oczekuję. Prędzej kreślimy prawe ramię formacji głowy z ramionami. Sygnałem sprzedaży jest, oczywiście, dopiero przebicie linii szyi, a nie samo kreślenie formacji. Historia lubi się jednak powtarzać, a bardzo analogicznie zrobiliśmy niedawny październikowy szczyt.