Reklama

Recepta na sondaże

Publikacja: 13.03.2004 09:47

W naszym kraju rewolucyjne metody walki są zakazane. Ale niech będzie: łamię konstytucyjny porządek rzeczy i wzywam do rewolucji. Podobnie jak inni wezwali do wojny.

Plan Hausnera, zmiany w Narodowym Funduszu Zdrowia, szybsza prywatyzacja itd., itp. - niby rząd chce dobrze, ale wyjdzie jak zawsze. Więc nie ma na co czekać. Tym bardziej że wyniki sondaży "partyjnych" - ostatnio najbardziej gorący "nius" - są sugestywne: szykuje się wiosna ludów. Jakub Szela już jest. Prosto z solarium.

Ale po kolei. Mamy 460 posłów i 100 senatorów. Dobrze opłacanych. Tysiące urzędników w ministerstwach. Z nieco mniejszymi pensjami, ale sporymi możliwościami dorabiania. Mamy wreszcie rząd. I jakie fundują nam ustawy? Dziurawe, wadliwe, sprzeczne z konstytucją i zdrowym rozsądkiem. Fatalne.

Od 15 lat zabiegamy o wejście do Unii. Powstały specjalne urzędy, biura, wydziały i komitety. Miały nas do akcesji przygotować: solidnie i wszechstronnie. Było na to dość czasu. Mamy tymczasem chaos i pośpiech, a jeśli idzie o przepisy - kiepski traktat i bezmyślne tłumaczenia unijnych dyrektyw.

Bylejakość to nasz sposób na unijne regulacje. Ustawa o VAT to tylko jeden z przykładów. Bardzo licznych. Polski model stanowienia prawa mógłby uchodzić w podparyskim Sevre za wzorzec partactwa.

Reklama
Reklama

Potrzebna jest rewolucja. Kodeksy, które powstały przed wojną, wprowadzał rozporządzeniami prezydent. Przygotowywali znakomici prawnicy. Należały do najlepszych w Europie i czerpały z najlepszych europejskich pomysłów. Sprawdzały się przez dziesięciolecia. Może więc zamiast tysięcy urzędników wystarczy kilkudziesięciu świetnych legislatorów. Którym będziemy bardzo dobrze płacić, ale i od których będziemy bardzo wiele wymagać. Jeden zrobiłby więcej dobrego niż stu śniętych senatorów. Chyba że wolimy oddolne procesy: słanie maili od Oli do Włodka i z powrotem. To nasz nowy wzorzec cwaniactwa.

Wszyscy teraz szukają oszczędności w administracji. Miała je już dawno przynieść reforma wojewódzko-powiatowa. Urzędnicy umierali ze strachu. Niepotrzebnie. Mają się dobrze. Jest ich coraz więcej, jakby się rozmnażali przez pączkowanie. Koszty też się pomnożyły. Tu także potrzebna jest rewolucja. Szkoda, że minister Hausner tego nie rozumie. Nie musiałby się wykłócać o każde parę gorszy.

W ostatnim ćwierćwieczu udała nam się tylko jedna reforma - gminna. Może rzeczywiście pełno w gminach korupcji, ale mimo to radzą sobie nieźle. Powinny zatem dostać więcej uprawnień oraz więcej pieniędzy. Można by wtedy skasować powiaty i odchudzić województwa. A także zabrać się za - przepraszam za wyrażenie - centralne organy.

Trwa dyskusja o przekształceniu szpitali i placówek zdrowia w spółki. A w spółkach są rady nadzorcze. Podobnie jak wcześniej w kasach chorych. Tysiące miejsc do obsadzenia. Skarb Państwa przyspiesza prywatyzację - bo musi. Nowy właściciel zwykle wymienia radę - przykładem wiele firm giełdowych. Widzi przecież, jakie są efekty dotychczasowego nadzoru. Więc ministerstwo zdrowia rusza na odsiecz armii specjalistów od zasiadania. Podobnie jak obrońcy rozmaitych funduszy i agencji. Zasiadanie to przecież dobry zawód. Dla urzędników i polityków przyjemna i dochodowa forma spędzania czasu. - Mój mąż jest z zawodu prezesem - mówiła bohaterka jednego z filmów. - A mój członkiem rady - mogłaby odpowiedzieć teraz niejedna pani. A gdyby tak przegonić całe to towarzystwo? Wystarczy przecież dokończyć prywatyzację, wyciąć wiele rzeczonych organów i dać sobie spokój z kolejnymi cudownymi reformami.

Lista rewolucyjnych zadań jest otwarta. Pomysłów nie zabraknie - rząd już się o to postara. Zamiast wojennej mobilizacji proponuję więc rewolucyjne zmiany. Może wtedy obejdzie się bez wojny z Jakubem Szelą. Niech sobie w spokoju wraca, skąd przyszedł. Sondaże i tak na pewno się poprawią. n

PSSondaże wyglądałyby inaczej, gdyby premier wykonał kilka prostych ruchów. Ja też mam słabość do kobiet, ale jego przywiązanie do szefowej gabinetu trąci dewiacją. Powinien też odwołać ministra od niebudowy autostrad. Tego samego, dla którego receptą na wszelkie niebezpieczeństwa na naszych drogach jest jedynie ograniczenie prędkości. Gdyby zwinął asfalt, wypadków w ogóle by nie było. Powstrzymuje go pewnie tylko obawa o los budżetu zasilanego przez kierowców akcyzą, VAT, podatkiem drogowym i opłatą paliwową. A na końcu premier mógłby się podać do dymisji. Skok popularności gwarantowany.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama