Potrzebna jest rewolucja. Kodeksy, które powstały przed wojną, wprowadzał rozporządzeniami prezydent. Przygotowywali znakomici prawnicy. Należały do najlepszych w Europie i czerpały z najlepszych europejskich pomysłów. Sprawdzały się przez dziesięciolecia. Może więc zamiast tysięcy urzędników wystarczy kilkudziesięciu świetnych legislatorów. Którym będziemy bardzo dobrze płacić, ale i od których będziemy bardzo wiele wymagać. Jeden zrobiłby więcej dobrego niż stu śniętych senatorów. Chyba że wolimy oddolne procesy: słanie maili od Oli do Włodka i z powrotem. To nasz nowy wzorzec cwaniactwa.
Wszyscy teraz szukają oszczędności w administracji. Miała je już dawno przynieść reforma wojewódzko-powiatowa. Urzędnicy umierali ze strachu. Niepotrzebnie. Mają się dobrze. Jest ich coraz więcej, jakby się rozmnażali przez pączkowanie. Koszty też się pomnożyły. Tu także potrzebna jest rewolucja. Szkoda, że minister Hausner tego nie rozumie. Nie musiałby się wykłócać o każde parę gorszy.
W ostatnim ćwierćwieczu udała nam się tylko jedna reforma - gminna. Może rzeczywiście pełno w gminach korupcji, ale mimo to radzą sobie nieźle. Powinny zatem dostać więcej uprawnień oraz więcej pieniędzy. Można by wtedy skasować powiaty i odchudzić województwa. A także zabrać się za - przepraszam za wyrażenie - centralne organy.
Trwa dyskusja o przekształceniu szpitali i placówek zdrowia w spółki. A w spółkach są rady nadzorcze. Podobnie jak wcześniej w kasach chorych. Tysiące miejsc do obsadzenia. Skarb Państwa przyspiesza prywatyzację - bo musi. Nowy właściciel zwykle wymienia radę - przykładem wiele firm giełdowych. Widzi przecież, jakie są efekty dotychczasowego nadzoru. Więc ministerstwo zdrowia rusza na odsiecz armii specjalistów od zasiadania. Podobnie jak obrońcy rozmaitych funduszy i agencji. Zasiadanie to przecież dobry zawód. Dla urzędników i polityków przyjemna i dochodowa forma spędzania czasu. - Mój mąż jest z zawodu prezesem - mówiła bohaterka jednego z filmów. - A mój członkiem rady - mogłaby odpowiedzieć teraz niejedna pani. A gdyby tak przegonić całe to towarzystwo? Wystarczy przecież dokończyć prywatyzację, wyciąć wiele rzeczonych organów i dać sobie spokój z kolejnymi cudownymi reformami.
Lista rewolucyjnych zadań jest otwarta. Pomysłów nie zabraknie - rząd już się o to postara. Zamiast wojennej mobilizacji proponuję więc rewolucyjne zmiany. Może wtedy obejdzie się bez wojny z Jakubem Szelą. Niech sobie w spokoju wraca, skąd przyszedł. Sondaże i tak na pewno się poprawią. n
PSSondaże wyglądałyby inaczej, gdyby premier wykonał kilka prostych ruchów. Ja też mam słabość do kobiet, ale jego przywiązanie do szefowej gabinetu trąci dewiacją. Powinien też odwołać ministra od niebudowy autostrad. Tego samego, dla którego receptą na wszelkie niebezpieczeństwa na naszych drogach jest jedynie ograniczenie prędkości. Gdyby zwinął asfalt, wypadków w ogóle by nie było. Powstrzymuje go pewnie tylko obawa o los budżetu zasilanego przez kierowców akcyzą, VAT, podatkiem drogowym i opłatą paliwową. A na końcu premier mógłby się podać do dymisji. Skok popularności gwarantowany.