Od dwóch miesięcy inflacja zaskakuje. Zaskakuje w przyjemny sposób, stabilizując się na poziomie 1,6% rocznie, tylko nieco powyżej dolnej granicy celu inflacyjnego RPP. Ani podwyżki cen regulowanych, ani wzrost cen paliw i żywności, ani w końcu słaby złoty nie spowodowały zwiększenia się presji inflacyjnej. Zmniejszenie udziału cen żywności w koszyku konsumenta pomogło zmniejszyć ich wpływ na inflację. Wpływ, który w przeszłości utrudniał NBP stabilizację cen.

Wszystko wskazuje na to, że w tym roku inflacja nie będzie tematem na pierwsze strony gazet. Jej niski poziom na początku roku (jak w strefie euro!) zniweluje część skutków wzrostu cen w związku z wejściem do UE (NBP szacuje dodatkową inflację z tego tytułu na 1,5 punktu procentowego). Zatem cieszmy się z niskiej inflacji, bo wzrośnie ona przynajmniej z powodu efektu bazy (rekordowo niskiej inflacji w kwietniu i maju 2003 r.) w kolejnym kwartale. Mimo (umiarkowanej) tendencji wzrostowej, która ujawni się w okresie letnim, nie ma jednak zagrożenia dla celu inflacyjnego, a inflacja na koniec roku powinna być w granicach 2,4-2,5%.

Deficyt obrotów bieżących jest bardzo niski, co wynika z dwóch czynników: osłabienia złotego oraz słabego popytu wewnętrznego. Kurs walutowy i bezrobocie są obecnie głównymi czynnikami powodującymi stabilizację gospodarki. Niedowartościowany złoty zapewnia konkurencyjność cenową polskiej produkcji, podczas gdy wysokie bezrobocie stabilizuje ceny konsumenta poprzez hamowanie wzrostu płac oraz ograniczanie spożycia prywatnego. Zatem mimo słabego złotego nie rosną ceny, bo popyt wewnętrzny jest słaby, a importerzy nie mają przestrzeni do podnoszenia cen. Taka sytuacja nie może jednak trwać wiecznie. Albo wzrośnie inflacja, albo złoty się umocni. Na rynku pracy, jak się wydaje, główną falę zmniejszania zatrudnienia przez przedsiębiorstwa mamy już za sobą. Wzrost PKB jest wciąż zbyt słaby, aby powodować tworzenie się miejsc pracy, ale w drugiej połowie roku możemy już osiągnąć 5-proc. tempo, konieczne, by rynek pracy wydobył się z marazmu. Niski deficyt obrotów bieżących i relatywnie wysokie stopy procentowe muszą doprowadzić do umocnienia złotego w sytuacji, kiedy reformy finansów publicznych są stopniowo wdrażane, a scena polityczna pozostanie stosunkowo stabilna.

Rynki finansowe nie boją się już o plan Hausnera, którego mniej lub bardziej okrojona wersja będzie wdrożona. Rynek obligacji skarbowych, w odróżnieniu od złotego, nie zareagował wcale optymizmem na bardzo dobre dane o inflacji i obrotach bieżących, bo pozostaje wciąż szeroki margines niepewności, jak potoczą się wypadki w polityce. SLD stanie przed dylematem - konserwować obecny układ polityczny, czy iść do nowego rozdania (nowy premier, podział SLD, koalicja z PO). Temu drugiemu scenariuszowi sprzyjać będzie fakt, że wobec osamotnienia Polski w obronie Nicei po wycofaniu się Hiszpanii rząd nie będzie mógł się pochwalić żadnymi sukcesami w polityce zagranicznej, a plan Hausnera, po uchwaleniu odpowiednich ustaw, straci swój wymiar polityczny i nabierze wymiaru praktycznego.

W gospodarce obecnie jest nie najgorzej. Gorzej w polityce.