Z danych o wykonaniu budżetu państwa po lutym wynika, że Ministerstwo Finansów już przekroczyło o niemal 50% planowane na cały rok przychody z emisji obligacji na rynkach zagranicznych. Nie zmienia to jednak faktu, że resort nadal zainteresowany jest pozyskiwaniem środków poza rynkiem krajowym. Ministerstwo poinformowało już o zwiększeniu o 700 mln euro emisji euroobligacji z lutego. Analitycy twierdzą, że to na pewno nie koniec.
- Mimo niedawnej poprawy na krajowym rynku resort wciąż będzie przede wszystkim zapożyczał się za granicą. Tam sytuacja jest bardziej stabilna, a inwestorzy wciąż chętnie kupują nasze obligacje - mówi Rafał Benecki, ekonomista Banku Millennium.
Życzliwość zagranicznych inwestorów to jednak nie jedyny powód, dla którego resort finansów tak chętnie emituje obligacje poza granicami kraju, i to denominowane w euro. Analitycy twierdzą, że ministerstwo może zarabiać na różnicy kursowej między euro a dolarem. Większość spłacanych w najbliższym czasie zobowiązań Skarbu Państwa denominowana jest właśnie w słabych dolarach. Sprzedając obligacje denominowane w silnym euro, a następnie przewalutowując uzyskane stąd środki na złote i kupując dolary resort zarabia na różnicach kursowych.
Pewnie dlatego ministerstwo planuje emisję obligacji denominowanych w euro, skierowaną do krajowych inwestorów indywidualnych. Szacuje się, że Polacy mają w bankach depozyty w walucie obcej warte nawet 10 mld USD. Ich oprocentowanie jest jednak niewielkie. Ministerstwo może więc zaproponować instrument, który będzie atrakcyjny dla inwestorów (otrzymają wyższe oprocentowanie niż na lokacie) oraz dla resortu (odsetki niższe niż w przypadku obligacji emitowanych za granicą). Pierwsza tego typu emisja zostanie przeprowadzona jeszcze w tym półroczu.
Żeby jednak cała operacja była opłacalna, MF musi mieć nadzieję, że między rozliczeniem emisji w euro a kupnem dolarów na spłatę zobowiązań złoty choć trochę się umocni. Dlatego właśnie resort zapowiada, że środki z emisji w euro zamieni na złote na rynku walutowym, a nie w banku centralnym. "Przejście" przez rynek kwoty około 1 mld euro na pewno umocni naszą walutę. A wtedy resort finansów po niższej cenie kupi dolary - już nie na rynku, ale w NBP.