Kilka poprzednich sesji upłynęło na odreagowaniu silnej fali spadkowej, która dotknęła rynki akcji w drugim tygodniu marca. Amerykański indeks S&P 500 stracił wtedy ponad 3% - na wykresie powstała 37-punktowa czarna świeca, największa w trwającym od roku trendzie wzrostowym. Początek bieżącego tygodnia przyniósł wybicie z kilkudniowych konsolidacji (tak przynajmniej wskazują pierwsze godziny sesji poniedziałkowej), co pokazuje, że o koniec spadków będzie bardzo trudno.
Niemiecki DAX stracił w tej fali już prawie 10%. Największa korekta w zapoczątkowanym niemal dokładnie przed rokiem trendzie wzrostowym dotknęła rynek akcji naszych zachodnich sąsiadów we wrześniu 2003 r. W ciągu czterech tygodni DAX stracił wtedy 11%. Zestaw sygnałów sprzedaży był wtedy podobny (m.in. przełamanie głównej linii trendu), a mimo to byki bardzo szybko odzyskały stracony teren. Czy teraz będzie tak samo? Dość niepokojące jest, że mimo zrealizowania spadku wynikającego z półtoramiesięcznej konsolidacji, indeks pikuje dalej praktycznie bez żadnej korekty. To znaczy, że rynek jest słaby. We wrześniu zeszłego roku nie było też tak wyraźnych negatywnych dywergencji na wskaźnikach technicznych.
Jest dość prawdopodobne, że szykuje się większa przecena. Szczególnie że wyprzedaż dotyka większość europejskich rynków akcji. Wczoraj do grona indeksów, które znajdują się przynajmniej w krótkoterminowym trendzie spadkowym, dołączył londyński FT-SE 100. Wskaźnik wybił się w dół z podwójnego szczytu, którego wysokość wskazuje na zniżkę do 4200 pkt.
Na tym tle rynki akcji krajów wstępujących do UE prezentują się solidnie. Pozostająca nieco na uboczu ze względu na niską płynność giełda w Pradze praktycznie nie odczuła europejsko-amerykańskiej dekoniunktury. Indeks PX50 znajduje się niecałe 3% poniżej maksimum w tym trendzie wzrostowym (z 8 marca). Węgierski BUX stracił dotychczas 5%, ale wciąż pozostaje ponad główną linią 12-miesięcznej tendencji wzrostowej. Wsparcie to znajduje się na poziomie ok. 10 000 tys. pkt.