Wniosek trafił do sądu 8 marca. Trzy dni później Mostostal zwrócił się do Komisji Papierów Wartościowych i Giełd z prośbą o jego utajnienie. Tłumaczył, że nie istnieją żadne przesłanki do ogłoszenia upadłości, a informacja o złożeniu wniosku może w istotny sposób naruszyć interes gospodarczy spółki. Komisja nie wyraziła zgody, ale długa droga odwoławcza spowodowała, że spółka opublikowała komunikat dopiero w piątek przed południem. W związku z tym giełda zawiesiła do godziny 11.15 obrót akcjami Mostostalu.
Nieznana jest kwota roszczeń MPRD. Według źródła zbliżonego do giełdowej spółki, może chodzić zaledwie o niespełna 50 tys. zł, choć Mostostal także i tę kwotę uważa za sporną. - To są miliony złotych za roboty przy budowie Trasy Siekierkowskiej. Na całą kwotę, na którą opiewa wniosek MPRD, zostały Mostostalowi wystawione faktury - mówi nam Jerzy Halski, partner z kancelarii Nowy Świat Jeffreys Henry International, reprezentujący warszawską firmę drogową.
Sąd upadłościowy uznał wniosek MPRD za zasadny i wyznaczył nadzorcę. Rozprawa odbędzie się 7 kwietnia. Mostostal uważa jednak, że wierzytelności zgłaszane przez MPRD są sporne i powinny być dochodzone w trybie postępowania cywilnego i egzekucyjnego, a nie w trybie prawa upadłościowego. "Wniosek o upadłość w tym stanie rzeczy jest formą niedozwolonego prawem szantażu wobec dłużnika w celu wywarcia nacisku, aby spełnić nienależne świadczenie" - napisał Mostostal w komunikacie.