Piątkową sesję poprzedził silny wzrost indeksów za oceanem. Liderem był Nasdaq, dla którego skala zwyżki była największa od lipca zeszłego roku. Takie odreagowanie nie powinno dziwić tych, którzy śledzą ankietę Investors Intelligence. W środę wskaźnik pokazał rekordowe załamanie optymizmu i nie ma przy tym znaczenia, że z ekstremalnych poziomów. Liczba byków z zeszłotygodniowego 52,5% spadła do 45,4% (najmniej od kwietnia 2003), a liczba niedźwiedzi wzrosła z 21,8, do 23,2%. Tak dynamiczna zmiana nastroju miała miejsce w ostatnich latach tylko kilkakrotnie. Równie ciekawie w tym towarzystwie wygląda ostatnia ankieta Gallupa, w której ocena warunków ekonomicznych również mocno spadła. O tym jednak wspominam dla szyderstwa, bo choć to zupełnie nie kontariański wskaźnik, to w tej samej ankiecie konsumenci zapowiadają zwiększenie wydatków. Jak widać, złamać byka nie jest tak prosto i odprysk optymizmu jeszcze zobaczymy.

Dlaczego dzisiaj o nastrojach, wywołujących wzrosty? Bo wydaje się, że tą samą "ścianę strachu" przerabiamy teraz na GPW. Tak wiarygodnych wskaźników nastroju co prawda nie mamy, ale zachowanie kontraktów sugeruje, że w ślad za rynkami wschodzącymi w przyszłym tygodniu także czekać nas może testowanie ostatnich szczytów. A co takiego sugerują kontrakty? Najpierw wrócę na chwilę do ostatniego komentarza, w którym tłumaczyłem, że marcowa seria kontraktów od czerwcowej nie różni się tylko literką w nazwie, ale też wartością teoretyczną, po jakiej "powinny" być wyceniane. Po takim skomplikowaniu sprawy wniosek jest taki, że baza zamiast wynosić około +28 pkt, wynosi tylko +8 pkt, co po odczepieniu politycznej kotwicy napędzać będzie wzrost. Pod jednym warunkiem - w sobotę na kongresie SLD kapitan nie może wypaść za burtę.