W modzie są Lepper i Samoobrona. Poparcie dla Leppera rośnie, a zarazem wielu ludzi się martwi co będzie gdy wygra. Należę do tej grupy. W przeciwieństwie jednak do wielu tych zmartwionych, nie sądzę by dobrą odpowiedzią na zagrożenie lepperiadą było budowanie przeczarnionego obrazu Samoobrony. Wysłuchałem w radiu TOK FM recenzji programu gospodarczego Samoobrony wygłoszonej przez K. Rybińskiego. Była druzgocąca, a jedynego ratunku ten ekonomista upatrywał w ubezwłasnowolnieniu Leppera przez Brukselę. Rzecznicy Leppera jakoś głosu w radiu nie zabrali. Na łamach Rzeczpospolitej recenzję - także druzgocącą - przedstawił M. Zieliński. Przykłady można mnożyć. Myślę, że Lepper może się z tego tylko naśmiewać.
Nie tylko dlatego, że ta 1/4 (a być może 1/3) wyborców - która go popiera - tych gazet nie czyta i radia nie słucha. Ważniejsze jest to, że krytycy żadnej odpowiedzi na problemy lepperowego elektoratu nie mają. Ich zdaniem - najpełniej wyrażają to politycy i sympatycy PO - trzeba wprowadzić liniowe i niskie podatki, ciąć wydatki i ograniczać transfery socjalne. Bezrobocie ma się zmniejszyć jak najbogatsi staną się jeszcze bogatsi (będą oszczędzać, inwestować i zatrudniać). W tej recepcie są także racjonalne elementy, ale ogromna większość tych, którzy są na dole (powiedzmy 80% społeczeństwa) słusznie wątpi w aż tak dobroczynne skutki tej polityki, a ponadto nie chce się zgodzić na zapłacenie rachunku za tę politykę. Jeżeli więc tylko mniej niż połowa owej grupy wybiera Leppera, to dlatego, że - całkowicie słusznie - podejrzewa, że recepta Samoobrony jest nie bardziej wiarygodna niż jej lider. Jeżeli jednak Samoobrona pozostanie jedyną wpływową partią, która wyraża aspiracje biedniejszej większości polskiego społeczeństwa, to Lepper będzie jeszcze mógł liczyć na zwiększenie poparcia.
Program Leppera - nie kryjmy - ma dwie zalety: jest obszerny oraz konkretny i w wielu częściach zawiera trafne (choć na ogół przesadne) diagnozy. Nie wszystkie postulaty zasługują też na pogardliwe traktowanie. Jego konstrukcja trafia w stereotypowe wyobrażenia społeczne, zgodnie z którymi np. wykorzystuje nas zagraniczny kapitał, a bank centralny prowadzi całkowicie błędną politykę. Oczywiście, ta krytyka w żadnej mierze nie jest miarkowana. Mottem całego dokumentu programowego mogłoby stać się stwierdzenie: "Kolejne rządy z uporem kontynuują politykę niszczenia polskiej gospodarki i społeczeństwa".
Prawdziwą obsesją Samoobrony są tanie kredyty. Lepper chce sprowadzić z zagranicy wszystkie aktywa NBP, a ogromną ich część przeznaczyć na kredyty dla drobnych przedsiębiorców. Oczywiście, zakłada, że żadnych problemów ze zwrotem pieniędzy nie będzie. Przychodzi mu to łatwo, bo stopy procentowe mają być niskie. Podobnie podatki. Tu Lepper daje prawdziwy koncert: zwolnienie z PIT-u dochodów nie przekraczających minimum socjalnego, obniżka CIT-u do 10% (niżej niż PO!). Mimo to twórcy programu nie zakładają, że deficyt wzrośnie i to mimo tego, że planują wielkie przedsięwzięcia socjalne (np. zasiłki dla wszystkich bezrobotnych na poziomie minimum socjalnego). Przeciwnie, pod rządami Samoobrony ma on być w 2005 roku o 3,2 punktu procentowego niższy niż przewiduje rząd. Będzie to możliwe dzięki różnym "uszczelnieniom" i wprowadzeniu 2,5% podatku od przychodów przedsiębiorstw. Ten ostatni pomysł, pochodzący chyba z Centrum A.Smitha, zainteresował też PiS i PSL. Żadnych uprzedzeń ideowych Samoobrona nie ma. Ponadto kocha Jana Pawła II i utrzymuje, że będzie szła "trzecią drogą" zgodnie z Jego zaleceniem.Kłopot z programem Samoobrony nie na tym polega, że proponuje absurdalne kierunki działania, lecz na tym, że je absolutyzuje i przypisuje im cudowną moc naprawy. Trudno powiedzieć, czy to skutek niekompetencji, czy politycznego cynizmu. Najprawdopodobniej i jednego, i drugiego. Oczywiście, nie sposób powiedzieć, jaką część tego programu (i w jakim zakresie) Samoobrona spróbowałaby zrealizować, gdyby taką możliwość uzyskała. Obawiać się, niestety, należy, że nie ma to istotnego znaczenia, bo dojście Samoobrony do władzy wywołałoby pewnie panikę na rynkach finansowych, zanim stałoby się jasne, co naprawdę chce ta partia zrobić. Można nawet się obawiać, że w cieniu zagrożenia niestabilnością znajdziemy się jeszcze przed wyborami, jeżeli poparcie dla Samoobrony w sondażach będzie wysokie. A będzie wysokie tak długo, jak długo przynajmniej część sympatyków Samoobrony nie znajdzie ugrupowania odpowiedzialnego, ale przynajmniej w znacznej mierze wyrażającego ich interesy.