Jako naród jesteśmy przekorni: denerwujemy się, gdy ktoś mówi nam, że nie wyróżniamy się niczym szczególnym. Wówczas walczymy o uszanowanie naszych cech narodowych. Nie wykazujemy jednak aż takiej stanowczości, gdy zaczynamy robić zakupy. Tutaj w dalszym ciągu nie wierzymy, że polskie jest tak samo dobre. Za parę miesięcy staniemy się obywatelami Unii Europejskiej, co ma dać wszystkim jej członkom lepszy i szerszy dostęp do rynków (w tym narodowych). Jednak członkostwo w UE nie oznacza natychmiastowej zmiany narodowego nastawienia mieszkańców innych państw do własnych produktów: włoskie wina będą w dalszym ciągu najlepsze na świecie (dla Włochów oczywiście), a bagietki - dla Francuzów. Ale to Włosi właśnie będą kupować francuskie bagietki, a Francuzi delektować się japońskim sushi, bo są najlepsze na świecie.

Czy to właśnie brak przekonania wśród Polaków, co do wartościowości polskich produktów, jest powodem, że dość rzadko jeszcze myślimy o zagranicznej ekspansji? - zapytaliśmy Jędrzeja Wittchena, prezesa zarządu firmy Wittchen:

- Leslie de Chernatony, angielski guru marketingu, twierdzi, że klienci "chcą wiedzieć, czy korporacja ma zasady". A zasady to podstawa renomy i sukcesu. I to prawda, że właśnie teraz mamy tę niepowtarzalną okazję do rozwinięcia skrzydeł na rynkach zagranicznych. Bo nasze firmy wreszcie dopracowały się i marki, i renomy. A klienci zagraniczni zwracają baczną uwagę na markę i na to, co sobą ta marka reprezentuje. Budowanie marki i utrzymanie jej na prestiżowym poziomie to niełatwe zadanie. W większości państw, które odwiedziłem biznesowo, funkcjonują liczne organizacje w taki czy inny sposób wspierające marki narodowe. Bo przecież to one między innymi są ambasadorami krajów. U nas też zaczyna być już widoczny ruch na rzecz polskich marek. Celowo mówię "zaczyna", ponieważ ta działalność po pierwsze: ciągle się rozwija, ale po drugie: paradoksalnie wejście do Unii może nieco ten rozwój przystopować. Proszę mnie źle nie zrozumieć: powiedziałem tak, gdyż uważam, że niektóre z polskich marek mogłyby, niezależnie od "stowarzyszenia" Polski, z powodzeniem reprezentować kraj poza jej granicami. Tyle tylko, że część z nich wymaga silnej i natychmiastowej pomocy. No chociażby turystyka, o której tyle rozmawialiśmy, czy z mojej branży: galanteria skórzana. Z wielu powodów nie tylko Polacy lubią skórę. A galanteria to nie tylko lita, ciężka skóra. Mamy tak dobrych projektantów i tyle pomysłów, że - proszę mi wierzyć - nasze wyroby są w tej chwili na bardzo wysokim poziomie i śmiało mogą konkurować z produktami pochodzącymi z innych państw. To nie oznacza absolutnie, że za każdym razem robiąc zakupy musimy obowiązkowo wybierać tylko polskie wyroby. Przecież są takie, których nie da się zastąpić (sery francuskie, pesto włoskie etc.). Ale chciałbym, byśmy częściej pamiętali o tym, że marka polska to marka narodowa i nic tego nie zmieni.

Porównując szanse naszych, polskich firm z zagranicznymi znajdujemy się w pozycji braku bądź niedostatku zaplecza finansowego. Dodatkowo mało jest firm z "odziedziczonym" know-how.Moim zdaniem, tradycja prowadzenia interesów to więcej niż majątek. Ten, kto posiada "dobrą historię", ma po prostu szczęście: ma dostęp do informacji i doświadczeń. Ale ich brak to nie jest jeszcze koniec świata. Dlaczego? Paradoksalnie - borykając się z rzeczywistością, nabraliśmy innego spojrzenia na życie, jesteśmy ryzykantami, szukamy takich rozwiązań, które innym być może w ogóle do głowy by nie przyszły (nie bez kozery mówią o nas: Polak potrafi...). I jeszcze jedno: tak jak powiedziałem wcześniej, w tym całym galimatiasie życiowym wypracowaliśmy jednak standardy naszych marek, tylko o tym za rzadko mówimy. I właśnie dlatego teraz mamy szansę na osadzenie polskiej marki w niepolskich realiach: mamy już zasady, trzymamy się standardów, a nasza pomysłowość jeszcze intryguje zagranicę. Ja sam swoją przygodę z zagranicą zacząłem od Moskwy. Otworzyłem tam biuro, prowadzę sklep firmowy, wyroby Wittchen są sprzedawane w kilkudziesięciu salonach galanterii skórzanej. Mam stabilną i dobrą pozycję. Co ważne - otwieram kolejne salony sprzedaży, gdyż nie boję się ani obcych rynków, ani nowych wyzwań. To właśnie jest marka. I to jest właśnie ta szansa, o której mówię. Rynki zagraniczne to nie tylko rynki zachodnie. Wielu z nas w dalszym ciągu jeszcze lekceważy Wschód. A on jest tak samo trudny, jak inne rynki. Ale ma jedną wielką przewagę: jest rynkiem bardzo dużym, niezwykle chłonnym i bardzo zróżnicowanym.