Od początku br. obowiązuje na wykresie pochodnej schemat polegający na tym, że po obronie wsparcia na poziomie EMA-55, notowania przekraczają szczyt poprzedniej fali wzrostowej, ustanawiając nowe maksimum trendu. Początek tygodnia miał pokazać, jak ów schemat spisze się w kwietniu. Pierwsze dwa podejścia: poniedziałkowe i wtorkowe zakończyły się przysłowiową klapą, co przed środową sesją było sygnałem ostrzegawczym, że rynek nie ma tej siły, jaką dysponował w lutym i w marcu. Tym razem podejście było znacznie ostrożniejsze po trosze zapewne dzięki upowszechnieniu się całej koncepcji, która straciła element zaskoczenia. W krótkim terminie kolejna nieudana próba postawiłaby posiadaczy długich pozycji w trudnym położeniu. To groziło przetestowaniem połowy piątkowego, długiego korpusu na 1800 pkt.

Środowa sesja z zamknięciem pod poziomem 1816 pkt prawdopodobnie zmusi popyt do obrony tego kluczowego poziomu już w czwartek. Oscylatory szybkie, tj. CCI oraz Stochastic, nie generują sygnałów sprzedaży. Bardziej niepokojącym zjawiskiem są trójkąty konsolidacyjne, w jakich poruszają się RSI, ROC(21) czy Ultimate. Przesilenie jest blisko. Albo nastąpi silny wzrost i wyjście górą z konsolidacji albo też zrealizują się zalążki negatywnych dywergencji.

Środowa sesja przybliża, niestety, ten drugi wariant. Nie należy jednak popadać w skrajny pesymizm, gdyż w średnim horyzoncie czasowym wygląda to jednak inaczej. Powszechnie wiadomo, że od 2 miesięcy wykres pozostaje we wnętrzu kanału hossy i nawet ewentualne problemy z przejściem strefy oporu wokół 1832 pkt. skutkowałyby pojawieniem się na wykresie innej prowzrostowej formacji - zwyżkującego trójkąta. Dopiero spadek pod poziom 1750 pkt mógłby otworzyć prawdziwą puszkę Pandory.