Najwyraźniej pod koniec tygodnia inwestorzy przypomnieli sobie, że plan Hausnera może zostać odrzucony. Historia lubi się powtarzać, w końcu każdy pretekst jest dobry by skorygować rynek.
Tydzień zaczął się prawdziwym Śmigusem Dyngusem dla niedźwiedzi. Obrót, z jakim indeksy wybiły się ponad historyczne szczyty, był imponujący i z całą pewnością nie przypadkowy, gdyż tego dnia duże zwyżki zanotowały wszystkie giełdy środkowoeuropejskie.
Wielokrotnie wspominałem, że to będzie dziwna i trudna hossa. Już chyba nikt nie ma wątpliwości, że to hossa, a nie korekta bessy?! "Szarpanina" indeksów jest imponująca, a wzrost bardzo anemiczny z jednosesyjnymi zrywami. Prawdę mówiąc nie dziwie się niedźwiedziom, że inwestują na krótko, bo grają bardzo logicznie: kiepska sytuacja polityczna i indeksy rosnące tak jak za chwilę miałoby się "posypać" w dół. Dodając do tego wzrosty spółek z "marginesu" wygląda to źle, że hej! Tylko mam jedno pytanie: dlaczego nie chce mocno spadać?
Obserwowany bum na rynku pierwotnym, czy też bardzo duże zainteresowanie spółkami, które robią nowe emisje akcji, przypomina mi czasy wielkiej hossy z przed ponad 10 lat. Jeżeli sytuacja miałaby się powtórzyć, to oznaczałoby, że jesteśmy w trakcie drogi na szczyt, a WIG może przekroczyć bajeczne 30 tys. pkt. Wygląda to śmiesznie wręcz niedorzecznie, ale przy poziomie 1000 pkt na WIG20 nikt nie wierzył, że to już koniec spadków. Jeżeli nasze fundusze nie będą na siłę sprzedawać, to po uspokojeniu sytuacji na naszej scenie politycznej przyjdzie Zagranica i będzie kupować akcje po niebotycznie wysokich cenach.
Zwróć uwagę na: