Wszyscy analitycy ankietowani przez agencję ISB uważają, że do podwyżki stóp w kwietniu nie dojdzie. Wielu uważa zaś, że zbliża się już zmiana nastawienia - co może nastąpić nawet w kwietniu - na restrykcyjne z obecnie neutralnego. Oczekiwania odnośnie poziomu stóp procentowych banku centralnego w maju kształtują się podobnie (czyli brak oczekiwań na zmiany). W dalszym okresie istnieje już rozbieżność. "Jeśli dojdzie do jakichkolwiek zmian na kwietniowym posiedzeniu RPP, to będzie to zmiana nastawienia na restrykcyjne. Rada skupi się w kwietniu na dobrych danych makroekonomicznych, ale przede wszystkim na czynnikach politycznych" - powiedział Marcin Mrowiec, ekonomista Banku BPH.
Główna niepewność wiąże się już od dłuższego czasu właśnie z polityką. Nie wiadomo, czy pozytywnie postrzegany przez inwestorów na rynkach finansowych Marek Belka, kandydat na nowego premiera, będzie w stanie uzyskać wotum zaufania dla swojego rządu.
Brak jasności co do kształtu przyszłego rządu, terminu wyborów parlamentarnych, oraz tego, czy nawet, jeśli nowy rząd powstanie, będzie on miał stabilną większość, stawia pod znakiem zapytania sprawę chyba najważniejszą - plan naprawy finansów publicznych autorstwa obecnego wicepremiera Jerzego Hausnera.
"Decyzja Platformy Obywatelskiej (PO), że nie poprze ustawy o waloryzacji rent i emerytur, podważa scenariusz, że jednak jakoś uda się przepchnąć ustawy Hausnera. Coraz wyraźniej brakuje siły i chęci, aby tę reformę finansów wprowadzić. A to będzie bardzo istotny czynnik dla RPP, która wielokrotnie to podkreślała znaczenie finansów publicznych dla swoich decyzji" - powiedział Mrowiec. Do niepewności związanej z polityką oraz szansami wprowadzenia planu Hausnera dołącza również coraz szybsze tempo ożywienia gospodarczego oraz obawy, że mimo, iż inflacja jest wciąż pod kontrolą, zacznie rosnąć bardziej dynamicznie. Ostatecznie jednak te czynniki doprowadzą do zmiany nastawienia na restrykcyjne, gdyż na podwyżki stóp jest jeszcze za wcześnie. Nie wiadomo, czy to ożywienie się faktycznie utrzyma. Nie wskazują na to przede wszystkim inwestycje w polskiej gospodarce, których wciąż brak.
"Wzrost jest napędzany eksportem i obawami ludzi przed wzrostem cen po wejściu do Unii Europejskiej (UE). Nie wynika to z poprawy sytuacji gospodarstw domowych. Obawiamy się więc, że po 1 maja te dynamiczne i silny obecnie trendy będą się już inaczej kształtowały" - powiedziała Katarzyna Zajdel-Kurowska, ekonomista Citibanku Handlowego.