W środę obserwowaliśmy po raz kolejny szturm na akcje mniejszych firm. MIDWIG oraz WIRR ustanowiły historyczne maksima. Sytuacja zaczyna wyglądać tak, że w co się nie zainwestuje, przynosi zysk. Ci, którzy z rynkiem mają do czynienia dłużej, na pewno takie sytuacje przypominają sobie z przeszłości. Kiedy pojawia się przekonanie, że na akcjach można tylko zarabiać, trzeba wzmóc ostrożność. Takie zwyżki, jak wczoraj w przypadku Mieszka czy Ferrum, tylko rozpalają wyobraźnię i przyciągają coraz to nowych polujących na podobne okazje.
Segment największych spółek zaczyna być coraz bardziej podzielony. Tryumfy święci mocno przeceniona w I kwartale Agora, coraz słabiej prezentuje się Świecie. Wyniki Banku Millennium, które dają wyobrażenie o kondycji całego sektora, nie wywołały większego poruszenia. Na tej podstawie można przypuszczać, że rezultaty spółek w I kwartale nie będą stanowić impulsu do dalszej zwyżki kursów. Odnosi się jednak wrażenie, że szczególnie w przypadku mniejszych firm, mniej liczą się fundamenty, a większą rolę odgrywa instynkt stadny. Potwierdzeniem tej tezy są wysokie kursy spółek cukierniczych, choć powszechnie mówi się o problemach, jakie staną przed nimi po wejściu do UE w związku ze wzrostem cen cukru. Wyceny "średniaków" szybko równają do poziomu w segmencie największych firm. Coraz trudniej znaleźć spółki z C/Z poniżej 20.
Sytuacja na rynkach papierów skarbowych wygląda gorzej. Rentowność polskich 5-latek na wczorajszym przetargu przekroczyła 7,2% i jest na dobrej drodze do osiągnięcia, czy nawet przekroczenia szczytu z jesieni ub.r. Natomiast dochodowość amerykańskich 10-latek od szczytu z lata ub.r. dzieli już tylko 15 pkt bazowych. Giełdy w USA reagują z coraz większą nerwowością. Nic dziwnego - w kilka tygodni nastroje na rynku obligacji zmieniły się diametralnie. Miesiąc temu perspektywa podwyżki stóp i wzrostu inflacji wydawała się inwestorom bardzo odległa. W takiej atmosferze giełdy na świecie będą bardzo podatne na spadek.