"Stosowanie szerokiego 15% pasma wahań zmniejsza ryzyko ataku spekulacyjnego, tym niemniej takie widełki w przypadku płytkiego rynku to zupełnie co innego niż na rynku włoskim czy francuskim, w okresie, gdy te waluty były w ERM" - powiedział agencji ISB w wywiadzie Sławiński.
"Jest wielu ekonomistów, którzy uważają, że gospodarki obecnych krajów akcesyjnych są zbyt otwarte i mają zbyt małe rynki finansowe, żeby je wystawiać na ryzyko związane ze stosowaniem stałego kursu walutowego, nawet jeśli zmniejsza je szerokie 15% pasmo dopuszczalnych wahań" - dodał.
Na pewno złoty nie powinien się znaleźć w ERM2, jeśli pasmo wahań byłoby węższe niż +/-15%, co proponują niektórzy przedstawiciele Komisji Europejskiej (KE). Utrzymanie złotego w wąskim przedziale wahań nie byłoby na dłuższą metę możliwe.
"W wąskich widełkach można było utrzymać kursy walut europejskich w latach 80-ych, gdy stosowano jeszcze ograniczenia w przepływach kapitałów krótkoterminowych - powiedział Sławiński.
Na razie zatem ERM2 jest dla polskiej waluty nieosiągalny. Występuje także ryzyko, że w warunkach dużej mobilności przepływów kapitałowych osiągnięcie wszystkich naraz kryteriów nominalnych mogłoby okazać się - w niesprzyjających okolicznościach - bardzo trudne. "Dlatego pojawiła się propozycja prof. Willema Buitera, by dopiero po osiągnięciu przez dany kraj kryterium fiskalnego była ustalana data i kurs wejścia danego kraju do strefy euro" - powiedział członek RPP.