Prokurator twierdzi, że w 2000 r. trójka prezesów wykorzystała poufną informację o możliwym wezwaniu na akcje KFM. Właścicielem większościowego pakietu był w tym czasie Pekao Fundusz Kapitałowy.
Zarobili na wezwaniu
W grudniu 1999 r. zarządzający funduszem Jacek Strzelecki oraz Zbigniew Przesmycki podpisali z grupą menedżerską Manometrów, w skład której wchodzili oskarżeni (obecny prezes był wówczas wiceprezesem), umowę o zamiarze zbycia akcji KFM. Grupa menedżerska miała otrzymać wynagrodzenie w przypadku, gdy cena sprzedaży przekroczy 9,5 zł. Akcja kosztowała wówczas ok. 3,5 zł.
Po podpisaniu porozumienia, ale już w 2000 r., oskarżeni kupili w sumie kilkadziesiąt tysięcy akcji Manometrów (Piotr G. najmniej, bo ok. 2,2 tys. sztuk). Dzięki transakcjom, jakie zawarli, ich cena podskoczyła do ponad 10 zł. W tym czasie Pekao Fundusz Kapitałowy negocjował sprzedaż swojego pakietu inwestorowi strategicznemu, którym był CEG (dzisiaj Wika Systems). Ponieważ kurs papierów notowanych na GPW rósł, Pekao udało się nawet podnieść cenę sprzedaży akcji z 7 zł do 11,5 zł.
CEG ogłosił dwa wezwania w 2001 r. Odpowiedziała na nie grupa menedżerska. Miała dodatkowo zainkasować premię za wyższą cenę akcji w ogłoszonym wezwaniu. Zdaniem prokuratury, oskarżeni wykorzystali informację poufną i zgodnie z art. 176 ust. 2 Prawa o publicznym obrocie grozi im grzywna do 5 mln zł i pozbawienie wolności od 6 miesięcy do 5 lat. Oskarżeni nie przyznają się do winy. Prezes Manometrów nie chciał komentować zarzutu.