Po majowym weekendzie inwestorzy - już bardziej "europejscy" - wrócili na rynek z dużą podażą. W ten sposób prorokowana od dwóch miesięcy korekta stała się w końcu faktem. Z dużym prawdopodobieństwem można powiedzieć, że odnosi się ona nie tylko do ostatniej fazy wzrostu (od listopada), ale do całego trendu wzrostowego, rozpoczętego w lipcu 2002 roku. Jeśli tak, to można spodziewać się nie dwu-, ale co najmniej 4-6-miesięcznej przeceny, dotkliwej dla kieszeni inwestorów. Przypomnijmy, że poziom dna fali czwartej we wspomnianej strukturze to ok. 1400 punktów dla WIG20 i ok. 19000 punktów dla WIG, czyli wciąż jeszcze kilkanaście procent poniżej obecnych poziomów.
Znacznie trudniej szacować skalę korekcyjnej przeceny "średniaków", które były liderami ostatniej fazy wzrostu (o całkiem małych spółkach, których zachowanie powinno w większym stopniu interesować raczej prokuratora niż analityka, nie wspominam) - ale i tu 10 czy 20% spadku nikomu krzywdy nie zrobi. No chyba że tym, którzy kupowali na końcu.
Uważam, że wyceny średnich spółek produkcyjnych są obecnie na poziomie, który uznałbym za więcej niż umiarkowany. Najważniejsze spółki tego sektora (Kęty, Dębica, Boryszew, Groclin, Cersanit, Polfa) są notowane przy wskaźniku P/E w okolicach 14 - liczonym dla prognoz zysku na rok 2004. Inna sprawa, że pewna liczba innych spółek (np. Sokołów, Duda, Paged) swoimi zwyżkami dyskontowała ostatnio perspektywy wzrostu zysków wykraczające nawet poza rok 2005...
W najbliższych dniach rynek powinien wyhamować spadki i ustalić lokalny dołek na poziomie niewiele poniżej obecnego poziomu. Kolejne tygodnie nie powinny przynieść tak dynamicznych zmian cen, jak ostatnio.
Zwróć uwagę na: