Coraz większe zainteresowanie emisjami akcji i obligacji oraz doradztwem przy zmianach własnościowych sprawia, że instytucje finansowe z Wall Street, londyńskiego City i Tokio liczą w bieżącym roku na rekordowe zyski. Według firmy doradczej Mercer Oliver Wyman, banki inwestycyjne na całym świecie mogą zarobić 47,3 mld USD, tj. o 19% więcej niż w 2003 r.
Zachęca to je do zwiększania zatrudnienia oraz płac. Firma Johnson Associates przewiduje, że wzrosną one średnio o 22% - najbardziej od czterech lat. Najwięcej skorzystają dyrektorzy najwyższych szczebli, którzy mogą zarobić około 1 mln USD rocznie, co oznaczałoby 39-proc. wzrost. Niższa kadra dyrektorska otrzyma po 700 tys. USD, tj. więcej o 32%. Nowi pracownicy z wyższym wykształceniem ekonomicznym mogą liczyć na 155 tys. USD, o 11% więcej niż przed rokiem. Zadbano też o premie dla obecnych pracowników, aby zniechęcić ich do zmiany zatrudnienia.
Nawet tak wyraźne podwyżki nie podniosą płac w bankowości inwestycyjnej do poziomu z 2000 r., tj. sprzed trwającego trzy lata załamania na rynku akcji. Według Johnson Associates, tegoroczne zarobki będą wciąż o jedną trzecią niższe.
Obecny wzrost zatrudnienia i płac nasuwa też inny, pesymistyczny wniosek. Eksperci przypominają, że bankowość inwestycyjna jest szczególnie podatna na wahania koniunktury. Dlatego za pewien czas wysokie zarobki mogą ograniczyć zyski, co przy mniej korzystnych warunkach rynkowych zmusi instytucje finansowe do redukcji personelu oraz obniżenia płac. Nie można więc wykluczyć sytuacji sprzed czterech lat, gdy w USA, Europie i Japonii straciło pracę 125 tys. bankowców. Bloomberg