Po bardzo silnej przecenie ubiegły tydzień przyniósł wreszcie odreagowanie ostatnich spadków. Sił bykom wystarczyło jednak zaledwie do pierwszego poważnego oporu, jaki stanowi luka bessy z 10 maja. Barierę wyraźnie wzmocniły dwie nieudane próby wzrostowe, zakończone kapitulacją strony popytowej.
Logiczną konsekwencją takiej bezsilności kupujących miało być zakończenie korekty wzrostowej i powrót do średnioterminowego trendu spadkowego, a więc marsz w kierunku 1600 pkt. Ostatnią szansą dla uratowania chociażby trendu bocznego było utrzymanie wsparcia na poziomie 1660 pkt. Jego pokonanie oznaczało realizację widocznej na wykresie intraday formacji głowy z ramionami, wskazującej na dalszą dekoniunkturę.
Rynek już po otwarciu nie był w stanie utrzymać naporu podaży, spowodowanej słabymi porannymi notowaniami na giełdach azjatyckich. Efektem tego był spadek w kierunku 1650 pkt. Droga do dalszej zniżki została więc otwarta i niedźwiedzie skwapliwie ją wykorzystały. Dalszy przebieg notowań był w dużej mierze zdeterminowany przez wybicie z kilkudniowej konsolidacji. Do dużej przeceny na razie nie doszło, ale wygląda na to, że bykom będzie bardzo trudno obronić rynek przed kolejną falą spadkową. Wsparcie znajduje się dopiero na poziomie minimum z 17 maja, a więc na poziomie 1610 pkt.
Ostatnie wzrosty poprawiły obraz wskaźników technicznych. MACD wygenerował już sygnał kupna, a szybsze oscylatory, po opuszczeniu stref wyprzedania, znajdują się coraz bliżej stref neutralnych. Poprawia to nieco obraz rynku, jednak bez wyraźnych dywergencji odwrócenie trendu wydaje się wątpliwe.