Początek piątkowej sesji nie zapowiadał emocji. Na rynku niewiele się działo. Indeks dużych spółek oscylował wokół czwartkowego zamknięcia. Małe były też obroty. O godzinie trzynastej wynosiły zaledwie 70 mln zł. Z letargu inwestorów wyrwały dopiero dane z amerykańskiego rynku pracy. Tyle że polscy inwestorzy zinterpretowali je zupełnie odwrotnie niż gracze na pozostałych giełdach. U nas dane te zamiast wzmocnić popyt, stały się pretekstem do wyprzedaży akcji. W efekcie WIG20 zakończył dzień na poziomie 1678,7 pkt (-0,87%). Na wykresie powstała czarna świeca, która nieco komplikuje życie tym wszystkim, którzy liczyli na zamknięcie luki bessy z 10 maja br. i dalsze wzrosty.

Pomimo piątkowego fatalnego zachowania, posiadacze akcji nie stoją na straconej pozycji. Dopóki w parze ze spadkami nie będzie szedł zdecydowany wzrost obrotów, dopóty byki mogą się czuć bezpieczne. Po krótkim cofnięciu indeks dużych spółek najprawdopodobniej ponownie podejmie próbę zamknięcia majowej luki bessy (1656-1704 pkt) oraz przełamania oporu tworzonego przez 38-proc. zniesienia spadków z przełomu kwietnia i maja (1705 pkt).

Gdyby ta sztuka się powiodła, to będzie to oczywisty sygnał kupna. Może trochę martwić struktura obrotów, wskazująca na korekcyjny charakter ostatniego wzrostu. Gdyby nie to, byłyby duże szanse nawet na test tegorocznych szczytów. A tak wskazana jest ostrożność. Zwłaszcza że WIG20 po drodze do 1875 pkt ma jeszcze bardzo silny opór na 1770-1785 pkt (luka bessy z 29 kwietnia br. oraz 62-proc zniesienie Fibonacciego).

Wykres tygodniowy indeksu WIG20 niewiele wnosi do obrazu technicznego polskiego rynku. Co prawda, martwi nieudany atak na lukę bessy, czarny korpus czy też spadające obroty. Jednak w dalszym ciągu realna jest kontynuacja marszu na północ, w ramach ruchu powrotnego do przełamanej przed miesiącem rocznej linii hossy (poprowadzonej przez dołki z kwietnia i listopada 2003 roku). Tak samo zresztą realne są spadki w rejon 1450 pkt. Wygra bowiem ta strona, która zaatakuje z większą determinacją.