Z punktu widzenia analizy technicznej, główne amerykańskie indeksy znajdują się w ciekawym miejscu. Od tego, kto zwycięży na obecnych poziomach, zależeć bowiem będzie to, gdzie zobaczymy te indeksy po powrocie z wakacji. Zarówno Dow Jones, S&P 500 oraz Nasdaq Composite naruszyły górne ograniczenia swych czteromiesięcznych kanałów spadkowych. Jeżeli na najbliższych sesjach wzrosty będą kontynuowane, to wybicie zostanie potwierdzone. Tym samym można mówić o początku letniej hossy, która przyniesie przełamanie tegorocznych szczytów.
Próbując to jakoś pogodzić z tzw. cyklem prezydenckim, oczekiwałbym powrotu dużych spadków dopiero we wrześniu. Czyli w ostatnim możliwym terminie wynikającym z tej teorii. Tym samym wykluczam scenariusz mówiący o formacjach flagi na głównych indeksach. Przeciw przemawia struktura obrotów oraz czas tworzenia się formacji. Ponadto ciężko oczekiwać zwyżki indeksu Nasdaq do 2850 pkt., czy też DJIA do 13 100 pkt. (!!!), w środowisku rosnących stóp procentowych.
Odbicie od górnego ograniczenia kanału, zwłaszcza gdyby towarzyszył mu zdecydowany wzrost obrotów, przekreśli szanse na letnie wzrosty. Zwłaszcza gdyby później zostało to potwierdzone spadkiem poniżej dołków z 17 maja br. Z tego właśnie powodu, najbliższe dni są tak ważne. Ustawią bowiem koniunkturę na lato.
Analogicznie zachowuje się Nikkei. Jeszcze tydzień temu, gdy spadł o ponad 2%, odbijając się od silnej strefy podażowej 11 350-11 438 pkt (50-proc. zniesienie zniżki z przełomu kwietnia i maja; luka bessy z 10 maja br.), nie było innej alternatywy niż test 10 500 pkt. Byki jednak podniosły się po tym ciosie sprzed tygodnia. Najpierw pokonały opór 11 350-11 438 pkt., a wczoraj naruszyły następny na 11550 pkt, który tworzyło kolejne zniesienie Fibonacciego. Tym samym, nie dość, że otwiera to drogę do dalszych wzrostów (celem są kwietniowe maksima), to jednocześnie została zanegowana złowróżbna formacja głowy z ramionami. Jest to o tyle istotne, że skutkiem realizacji opisywanej formacji byłby spadek przynajmniej do 8800 pkt.