7 NFI jest dziś sławny. Media trąbią o nim - i innych jeszcze funduszach - na okrągło. Uprzedzam więc od razu: u mnie sensacyjnie i aferalnie nie będzie. Będzie za to giełdowo i poniekąd finansowo. Czyli normalnie.
7 NFI poinformował o efektach niedawnego wezwania na własne akcje. Z komunikatów wynika, że dużego pakietu papierów pozbyła się białostocka firma Be4. I zarobiła na tym godziwie. Innymi słowy, pokazała, jak się robi interesy. Ku nauce rozważmy ten przykład.
Be4 kupiła akcje funduszu w dwóch wezwaniach przeprowadzonych w październiku 2003 roku i lutym 2004 roku. W pierwszym oferowała 1,84 zł za walor i przejęła 7 514 tys. akcji. W drugim płaciła po 2 zł i powiększyła portfel o ponad 2 404 tys. papierów. W sumie na zakupy wydała około 18,6 mln zł. Jak twierdzili jej przedstawiciele, operację finansowała ze środków własnych w wysokości 10 mln zł (zapewne pieniądze wniesione przez właścicieli) i z kredytów. Dla uproszczenia przyjmijmy, że pożyczyła 10 mln zł. I że kredyt ją będzie kosztować 14% w skali roku oraz nie zostanie spłacony przed terminem. Czyli inwestor będzie musiał wysupłać dodatkowo 1,4 mln zł. Do tego dochodzą opłaty i prowizje związane z wezwaniami. Przyjmijmy, że wszelkie dodatkowe koszty to 1 mln zł. W sumie operacja mocnego kapitałowego wejścia do NFI pochłonie (czy też pochłonęła) szacunkowo 21 mln zł.
Be4 na skutek zakupów i umarzania przez fundusz własnych akcji, które przejął wcześniej, przed ostatnim buy backiem, stała się jego największym akcjonariuszem (miała ponad 47% głosów na WZA). Przy takim zaangażowaniu mogła (i może, choć zaangażowanie jest już mniejsze) swobodnie decydować o jego polityce. Nawet gdyby między spółkami nie istniały żadne związki personalne.
Be4 była jedynym dużym (dysponującym ponad 5% głosów) akcjonariuszem, który stawił się 12 maja na walnym zgromadzeniu. Wówczas zapadła decyzja o dystrybucji przez NFI gotówki do właścicieli w ramach buy backu.