Biorąc pod uwagę wartość obrotów, można by uznać, że czwartkowej sesji w ogóle nie było - przynajmniej jeśli chodzi o rynek dużych spółek. Kursy opadają pod własnym ciężarem, a sytuacja pozostaje daleka od rozstrzygnięcia. Część graczy ten stan rzeczy wyraźnie zniechęcił do handlu. Trudno się zresztą dziwić, bo brakuje jednoznacznych sygnałów, w którą stronę podąży rynek. Wszystko wciąż rozgrywa się w ramach trendu bocznego. Trzeba zauważyć, że mamy w zasadzie dwie konsolidacje. Ta szersza obejmuje przedział 1600-1700 pkt. Natomiast dolną granicę węższej konsolidacji wyznacza dołek z 25 maja - 1635 pkt. WIG20 znalazł się u dołu węższego trendu bocznego. Pojawia się więc szansa na krótkoterminowe odbicie, które może podciągnąć indeks do poziomu oporu przy 1700 pkt. Z drugiej strony wybicie w dół z konsolidacji też nie przyniesie przełomu, jedynie zbliży WIG20 do 1600 pkt. Te dwa poziomy pozostają więc kluczowe.
Próżno szukać podpowiedzi ze strony wskaźników. Indeks z trudem utrzymuje się na średniej kroczącej z 200 sesji. Oscylator stochastyczny znajduje się na granicy strefy wyprzedania. Trudno stwierdzić, czy wiarygodny okaże się sygnał sprzedaży MACD z uwagi na to, że wsparciem jest psychologiczna bariera 1600 pkt. Przede wszystkim wydaje się, że potrzebny jest silny ruch poparty przyzwoitymi obrotami. Wówczas do gry zaczną przyłączać się nowe kapitały i wybicie z trendu bocznego stanie się bardziej prawdopodobne. Trzeba zauważyć, że zasięg obecnej konsolidacji jest niemały - to aż 100 pkt. Ruch, który później powinien nadejść, powinien mieć decydujące znaczenie.
Uwagę zwraca sytuacja średnich spółek. MIDWIG zaczyna zachowywać się wyraźnie słabiej niż WIG20. Wczoraj spadł poniżej wsparcia wynikającego z dołka z 11 maja - 1654 pkt. Jeszcze nie tak dawno MIDWIG po raz pierwszy w historii miał wartość większą niż indeks blue chips, ale obecnie przewaga midcapów najwyraźniej stopniała. Pojawił się zatem mocny sygnał sprzedaży i można już w zasadzie mówić o odwróceniu trendu na spadkowy.