Mediana prognoz 130 ekonomistów ankietowanych przez agencję Bloomberg pokazuje, że na najbliższym posiedzeniu (decyzja zapadnie 30 czerwca) Federalny Komitet Otwartego Rynku (FOMC) podniesie podstawową stopę procentową z 1 do 1,25%. Rynek jest już z tym pogodzony. Co więcej - zakłada, że także w sierpniu oprocentowanie funduszy federalnych zostanie podwyższone o kolejne 0,25 pkt proc.
Scenariusz angielski
Na początku miesiąca po raz czwarty w tym cyklu stopę repo podniósł Bank of England (BoE). Jeszcze pod koniec października zeszłego roku wynosiła 3,5%, teraz 4,5% (do końca roku stopa ma, zgodnie z oczekiwaniami rynku, osiągnąć 5%). Za każdym razem angielska władza monetarna podnosiła stopę o 0,25 pkt proc. Miejscowy rynek akcji zniósł wzrost kosztów pieniądza bardzo dzielnie - FT-SE 100 pod koniec października zeszłego roku oscylował wokół 4300 pkt, teraz ma ok. 4500 pkt. To oznacza wzrost o 5%, ale z punktu widzenia analizy wykresu trudno jest mówić o trendzie rosnącym - to raczej konsolidacja.
Powtórkę tego scenariusza w odniesieniu do indeksu S&P 500 Amerykanie (i nie tylko) przyjmą z pocałowaniem ręki. Wydaje się on o tyle prawdopodobny, że S&P 500 już jest w trendzie bocznym. Kontynuacja dotychczasowej tendencji? Czemu nie. Warto uczynić jednak dwa zastrzeżenia. Po pierwsze, BoE rozpoczął cykl podwyżek z trochę innego poziomu, niż zmuszony jest to czynić FOMC. Wzrost stopy repo z 3,5%, do 4,5% oznacza podniesienie kosztów pieniądza o niecałe 30%, ale w ciągu siedmiu miesięcy. FOMC startuje z poziomu 1% i już na czerwcowym posiedzeniu może podwyższyć stopę procentową o 25%. Koszty pieniądza będą rosły szybciej - korekty w wycenach akcji mogą być gwałtowniejsze, podobnie jak reakcje inwestorów. Szczególnie jeśli Alan Greenspan zmuszony będzie do decyzji bardziej radykalnych, niż to się w tym momencie wydaje.
Diament po raz drugi