Reklama

Diamenty po angielsku

Posiadacze akcji życzą sobie, żeby rozpoczynający się pod koniec czerwca cykl podwyżek stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych przebiegał równie łagodnie, jak w Wielkiej Brytanii. Mimo że Bank of England już cztery razy podnosił podstawową stopę procentową, indeks FT-SE 100 utrzymuje się w trendzie bocznym.

Publikacja: 19.06.2004 10:21

Mediana prognoz 130 ekonomistów ankietowanych przez agencję Bloomberg pokazuje, że na najbliższym posiedzeniu (decyzja zapadnie 30 czerwca) Federalny Komitet Otwartego Rynku (FOMC) podniesie podstawową stopę procentową z 1 do 1,25%. Rynek jest już z tym pogodzony. Co więcej - zakłada, że także w sierpniu oprocentowanie funduszy federalnych zostanie podwyższone o kolejne 0,25 pkt proc.

Scenariusz angielski

Na początku miesiąca po raz czwarty w tym cyklu stopę repo podniósł Bank of England (BoE). Jeszcze pod koniec października zeszłego roku wynosiła 3,5%, teraz 4,5% (do końca roku stopa ma, zgodnie z oczekiwaniami rynku, osiągnąć 5%). Za każdym razem angielska władza monetarna podnosiła stopę o 0,25 pkt proc. Miejscowy rynek akcji zniósł wzrost kosztów pieniądza bardzo dzielnie - FT-SE 100 pod koniec października zeszłego roku oscylował wokół 4300 pkt, teraz ma ok. 4500 pkt. To oznacza wzrost o 5%, ale z punktu widzenia analizy wykresu trudno jest mówić o trendzie rosnącym - to raczej konsolidacja.

Powtórkę tego scenariusza w odniesieniu do indeksu S&P 500 Amerykanie (i nie tylko) przyjmą z pocałowaniem ręki. Wydaje się on o tyle prawdopodobny, że S&P 500 już jest w trendzie bocznym. Kontynuacja dotychczasowej tendencji? Czemu nie. Warto uczynić jednak dwa zastrzeżenia. Po pierwsze, BoE rozpoczął cykl podwyżek z trochę innego poziomu, niż zmuszony jest to czynić FOMC. Wzrost stopy repo z 3,5%, do 4,5% oznacza podniesienie kosztów pieniądza o niecałe 30%, ale w ciągu siedmiu miesięcy. FOMC startuje z poziomu 1% i już na czerwcowym posiedzeniu może podwyższyć stopę procentową o 25%. Koszty pieniądza będą rosły szybciej - korekty w wycenach akcji mogą być gwałtowniejsze, podobnie jak reakcje inwestorów. Szczególnie jeśli Alan Greenspan zmuszony będzie do decyzji bardziej radykalnych, niż to się w tym momencie wydaje.

Diament po raz drugi

Reklama
Reklama

Drugie zastrzeżenie dotyczy reakcji FT-SE 100 na rosnące stopy. Wniosek, że jest ona pozytywna - indeks utrzymuje się w trendzie bocznym - może być przedwczesny. Na wykresie indeksu można wyrysować diament. To formacja, która pojawia się na zakończenie trendu wzrostowego. Dodajmy - pojawia się dość rzadko. Jednak takie dość chaotyczne zakończenie hossy, które dopuszcza diament, jest charakterystyczne dla londyńskiego rynku akcji. Podobnie kończyła się internetowa hossa - FT-SE 100 również przez wiele miesięcy błądził, właściwie dopiero na początku 2001 roku rozpoczynając bessę.

Żeby hipoteza ta dała się obronić, indeks nie powinien przekroczyć w zapoczątkowanej przed miesiącem fali wzrostowej 4500 pkt. Sygnałem, że opisywany scenariusz realizuje się, będzie spadek FT-SE 100 poniżej 4400-4300 pkt. Najbliższe tygodnie mogą upłynąć pod znakiem kontynuacji zapoczątkowanej w styczniu formacji - jej ramiona przecinają się dopiero pod koniec lipca.

Na razie kanał

Bez względu na to, jak rozwinie się sytuacja w dłuższej perspektywie, wykres S&P 500 sugeruje, że najbliższe tygodnie - od trzech do sześciu - upłyną na spadkach. Ostatnia fala wzrostowa zakończyła się na początku czerwca w okolicach 1140 pkt. Oznacza to, że wciąż aktualna jest formacja kanału spadkowego (jego nachylenie w dół wykresu jest minimalne), której dolne ograniczenie znajduje się na 1075 pkt. W dwóch poprzednich falach spadkowych (trwały trzy i sześć tygodni) indeks tracił po 6%. Potwierdzeniem, że jeszcze raz powtarzamy schemat, będzie spadek S&P 500 poniżej lokalnego dołka na 1125 pkt.

W sytuacji kiedy notowania na warszawskiej giełdzie coraz mocniej ciążą na południe (MIDWIG znalazł się już w trendzie spadkowym), wyprzedaż na rynkach amerykańskich może być przysłowiowym gwoździem do trumny dla koniunktury w segmencie dużych spółek.Nasdaq Composite

wokół 2 tys. pkt

Reklama
Reklama

Okazuje się, że spadek na amerykańskim rynku technologicznym wcale nie jest konieczny, żeby taniały polskie spółki z tej branży. Czy wyprzedaż zaostrzy się, kiedy Nasdaq Composite dołoży swoje 5 groszy? Wiele wskazuje na to, że już w przyszłym tygodniu będziemy mieli szansę przekonać się. Po odbiciu od spadkowej linii na wykresie amerykańskiego indeksu zbudowana została niewielka głowa z ramionami. Wprawdzie formacja ma tylko krótkoterminową wymowę, ale 5-proc. spadek notowań wystarczy.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama