Izba zbadała, jak wygląda zaopatrzenie Polski w gaz ziemny. W ujawnionym wczoraj raporcie wykazała błędy w polityce energetycznej rządu Millera. Podstawowy zarzut dotyczy renegocjacji tzw. umowy jamalskiej. W 2003 roku rząd zmniejszył o 26,3% zakupy surowca w rosyjskim Gazpromie. Dziesięć lat wcześniej Polska zakontraktowała bowiem zbyt wysokie, w stosunku do potrzeb, ilości gazu. Za niewykorzystaną część trzeba było płacić.
NIK nie kwestionuje, że redukcja była potrzebna. Dowodzi jednak, że aneks wygocjowany przez ówczesnego wicepremiera i ministra infrastruktury Marka Pola ogranicza możliwości poboru gazu z innych krajów. Obecnie ok. 80% surowca kupujemy w Rosji.
Izba wskazuje, że ilość gazu, jaką dostarcza do Polski Gazprom, jest i tak zbyt duża w stosunku do naszych potrzeb. Mają bowiem wzrosnąć z 6,6 mld m3 w roku 2003 r. do 9 mld m3 w 2022 r. Resort gospodarki oceniał wcześniej, że import z Rosji nie powinien przekraczać 7 mld m3 rocznie. W konsekwencji, nie opłaca się szukać dostaw w innych krajach. Izba sugeruje, że było to spowodowane niekompetencją negocjujących z Gazpromem urzędników, którzy wielokrotne naruszyli ustawę o umowach międzynarodowych.
Z raportu Izby wynika ponadto, że rząd zbyt pochopnie zrezygnował z dostaw norweskich, jako przyczynę podając wysoką cenę tamtejszego gazu. - Gdy pytaliśmy o konkretne kwoty, przedstawiciele rządu zasłaniali się tajemnicą handlową - przyznaje Paweł Banaś, dyrektor Departamentu Gospodarki NIK.
Kolejny problem to zbyt niskie stawki za transport rosyjskiego gazu przez Polskę, na jakie zgodził się rząd (będą stopniowo spadać z 2,74 USD do 1 USD za 1000 m3 przesłanego gazu na odległość 100 km). Opłaty pobiera spółka EuRoPolGAZ, w której 48% udziałów ma PGNiG. Pieniądze miały być przeznaczone na budowę nowej nitki gazociągu. Ponieważ będzie ich za mało, gdy inwestycja ruszy, ceny gazu w Polsce mogą wzrosnąć.