Wysypiska zarabiają na przyjmowanych śmieciach. Pobierają nawet do 100 zł za tonę (do tego dochodzi jeszcze kilkanaście złotych opłaty środowiskowej). Wielkość wysypisk jest jednak ograniczona. Alternatywą są sortownie, ale np. w Warszawie funkcjonuje tylko jedna. Szansą na zmianę tej sytuacji są pieniądze, które oferuje Unia Europejska.

Mogą one być przeznaczone na budowę oczyszczali ścieków, sortownie śmieci i organizowanie selektywnej zbiórki. Ta ostatnia bardzo dobrze rozwinięta jest w Niemczech. W Polsce nadal w większości gmin w ogóle nie funkcjonuje. Problemem jest m.in. ignorancja ze strony konsumentów. Doświadczenia firm ustawiających pojemniki na papier, szkło itp. pokazują, że w znacznym stopniu wrzucane są tam inne odpady.

Specjaliści zajmujący się ochroną środowiska twierdzą, że można w pewien sposób wpłynąć na zmianę takich zachowań. Planuje się podwyższenie opłaty środowiskowej związanej z wywozem śmieci na wysypiska. Ma wzrosnąć w ciągu kilku lat nawet do 200 zł za tonę. Tak zresztą jest w UE. Tam jest kilkanaście razy wyższa niż teraz w Polsce. Szacuje się, że obecnie trzy-, czteroosobowa rodzina płaci 200-300 zł rocznie za wywóz śmieci. Obroną przed rosnącymi cenami wywozu odpadów jest ich segregacja i selektywna zbiórka. Organizacja odzysku Rekopol stara się dla swoich zleceniodawców (firm, które muszą realizować obowiązek recyklingu) stworzyć system selektywnej zbiórki.

W Polsce jest 2500 gmin. W 450 prowadzona jest zbiórka odpadów. Rekopol teraz (stan na czerwiec 2004 r.) dofinansowuje 192 gminy, a do końca roku planuje zwiększyć tę liczbę do 200 zamieszkanych łącznie przez ponad 7 mln osób. Zbiórka w gminach jest deficytowa i trzeba do niej dopłacać, dlatego system jest wciąż w powijakach, a większość odpadów opakowaniowych ląduje na przepełnionych wysypiskach.