- "Nie nudź mi tu jakimiś smutami, tylko walnij coś wesołego na początek dnia" - ofuknął mnie niedawno kumpel, gdy zacząłem rozmawiać o czymś śmiertelnie poważnym. No więc spieszę z jakąś wesołą nowiną. Otóż strasznie się zapewne wszyscy cieszymy, że kolejna spółka dołączyła do grona tych, które deklarują przestrzeganie zasad corporate governance (nie wszystkich, ale zawsze to lepsze niż nic). Szkoda tylko, że spółka ma taki zupełnie malutki problem, że właściwie nie działa i jest w tak wesołym położeniu, że - jak relacjonowano - nie ma pieniędzy na obsługę księgową. Ma za to wielomilionowe długi i perspektywę sądowego rozpatrywania wniosków o upadłość. Ale co tam brak działalności operacyjnej, komornik i jakieś nieprzekazane raporty finansowe, skoro jest deklaracja wypełniania przynajmniej części zasad dobrych praktyk. Cieszymy się strasznie, a nawet okrutnie, niemniej jednak nie wiem, czy w tej sytuacji nie lepsza była jednak wcześniejsza deklaracja władz spółki, że będą stosować owe zasady w miarę możliwości. Bo przekazana i zauważona medialnie deklaracja wobec fundamentalnych kłopotów firmy trochę dziwi. Jedno jest pewne - warto, by taki przypadek był wzięty pod uwagę przy dbaniu o przestrzeganie norm, jak to określano, "przyzwoitego postępowania" spółek. W zbiorze zasad dobrych praktyk deklarowano, że nie jest on "katalogiem zamkniętym", a - co więcej - "na podstawie dotychczasowych polskich doświadczeń powinien być stale wzbogacany o nowe treści". Warto zauważyć, że samo życie poddaje więc pod dyskusję dylemat, jak właściwie traktować deklaracje spółek, dla których przekazanie deklaracji jest jednym z nielicznych przejawów jakiejkolwiek aktywności...

A z innych wesołych spraw? Cóż, trochę na siłę można by "walnąć", iż jest wesoło, bo za chwilę, za kilka miesięcy, na parkiecie pojawić się może pierwsza od lat rzeczywiście wielka oferta prywatyzacyjna (mowa o PKO BP). I trzymam kciuki, żeby tak się stało, nawet jeśli faktycznie może na tym ucierpieć wycena papierów już notowanych. Dobrze przeprowadzona i umiejętnie nagłośniona sprzedaż akcji tego banku może być bowiem okazją do zmobilizowania sporych pieniędzy i przypomnienia, nawet i setkom tysięcy osób, o istnieniu warszawskiej giełdy. Ale, żeby tak znowu zbyt zabawnie nie było, to nie wolno zapominać, iż tzw. makro i wakacyjne rozleniwienie na razie giełdzie raczej nie sprzyjają, co zresztą lakonicznie podsumował WIG20...

Inna sprawa, że średnio wesoło zrobiło się także za sprawą kilku firm korzystających z rządowych dotacji na tworzenie miejsc pracy dla niepełnosprawnych. Przebudzenie i uświadomienie sobie, że o dotacje te będzie trudniej niż dotychczas, nastąpiło zaskakująco późno. Mogę domyślać się, że od strony prawnej interesy firm zostały zabezpieczone przed ewentualnymi pretensjami rozgoryczonych inwestorów (głównie przez opisy ryzyka w prospektach emisyjnych), niemniej wizerunkowo wygląda to kiepsko. Diabli wzięli także przynajmniej część przyjaznego czaru rynku pierwotnego, przywróconego wcześniej dzięki już kilkunastu całkiem udanym debiutom. Było całkiem fajnie, tymczasem dość nagle zrobiło się bardzo mało wesoło. Rynek zresztą szybko pokazał, jak bardzo jest tym zdegustowany. Trudno o lepszy sposób odstraszania od inwestowania w akcje.

Szansy na ożywienie rynku po wakacyjnym letargu, poza spodziewaną zapewne późnojesienną sprzedażą akcji PKO BP, uparcie upatruję w programie Indywidualnych Kont Emerytalnych. Realistycznie rzecz oceniając, spośród instytucji rynku kapitałowego największe szanse na sukces (tzn. pozyskanie nowych klientów na długie lata) mają fundusze inwestycyjne. Ale zarobić mogą trochę także instytucje pośredniczące w ich oferowaniu. Niestety, po raz kolejny dostrzec można, że nikt z kręgu potencjalnie zainteresowanych (urzędnicy i instytucje rynku) nie robi praktycznie nic, by program IKE osiągnął taką skalę, jaką powinna mieć próba (i szansa) reanimacji trzeciego filaru nowego systemu emerytalnego. W momencie gdy rynek akcji musi stawić czoła nowym, wspomnianym wcześniej, problemom, odpowiednia akcja edukacyjna i promocyjna to konieczny warunek, by program w ogóle wypalił. Co, już zupełnie bez żartów, byłoby wydarzeniem naprawdę wesołym!

Autor jest analitykiem rynku kapitałowego. Powyższy tekst jest wyrazem jego wyłącznie osobistych poglądów i nie może być inaczej interpretowany.