Bardzo dobry. Zawsze szefowi spółki dużą przyjemność sprawiają szybko rosnące dochody, przy jednoczesnej redukcji kosztów. Nawet wyższe rezerwy nie psują nam humoru, bo nie towarzyszy im wzrost należności niepracujących, czyli złych kredytów. Ich udział na koniec I półrocza spadł w ciągu roku do 10,7% z 14%, a wskaźnik pokrycia rezerwami zwiększył się do 44% z 41%.
W minionych miesiącach poprawiliście relację kosztów do dochodów. Czy to trwała tendencja, czy też spowodowana dodatkowymi dochodami z transakcji jednorazowych?
Udało nam się wreszcie poprawić wskaźnik kosztów do dochodów. Po raz pierwszy w historii banku spadł poniżej 60%. Nawet bez uwzględnienia dochodów z transakcji jednorazowych jego poziom to 63%, czyli nadal znacząco mniej niż przed rokiem (74%). Jeszcze w czasach, kiedy kierowałem WBK, mogłem się pochwalić trzy lata z rzędu najwyższym w sektorze zwrotem z kapitału (ROE), niskim poziomem złych długów, natomiast naszą piętą achillesową był wysoki stosunek kosztów do dochodów. Teraz się to zmienia. Sądzę, że w przyszłości utrzymamy wskaźnik ten na niskim poziomie. Sprzyjać temu będzie zakończenie w przyszłym roku amortyzacji systemu informatycznego.
Czy teraz BZ WBK pójdzie w ślady WBK jeśli chodzi o poziom ROE?
W tym roku powinniśmy być jednym z najbardziej efektywnych polskich banków. W przyszłym nie będzie wprawdzie takich jak w minionym półroczu dochodów z transakcji kapitałowych i dywidend, ale powinniśmy nadal dobrze wypaść, jeśli chodzi o koszty.