Wczorajsza zniżka indeksu S&P 500 potwierdza przypuszczenie, że kilkudniowa poprawa koniunktury na szerokim rynku w USA z technicznego punktu widzenia stanowiła ruch powrotny do przeciętej w połowie lipca 200-sesyjnej średniej kroczącej. Wskazuje na to także malejąca ostatnio z dnia na dzień aktywność inwestorów. Jednocześnie indeks zdołał przebić średnią kroczącą z 15 sesji, co zarówno w marcu jak i maju zapowiadało ruch w kierunku maksimum z początku roku. Taki zestaw sygnałów stwarza dobrą podstawę do rychłego zakończenia półrocznej konsolidacji. Gdyby udało się powrócić ponad 200-sesyjną średnią, realny stałby się atak na szczyt w rejonie 1160 pkt. Póki co jednak bardziej prawdopodobny wariant to ponowny spadek poniżej średniej z 15 sesji. Byłby potwierdzeniem słabości kupujących i otworzyłby drogę do zwycięskiego dla sprzedających testu bariery w okolicy 1080 pkt.

Nieprzypadkowo zwyżka wskaźnika Dow Jones Stoxx 50 zatrzymała się przy 2650 pkt. Na tej wysokości znajduje się przełamana w pierwszej połowie lipca prosta łącząca minima z marca i maja. Wyznacza ona dolną granicę kilkumiesięcznej tendencji horyzontalnej. Wraz z przebiciem tego wsparcia można mówić o jej zmianie na spadkową. Taka interpretacja wydaje się uzasadniona także dlatego, że na wykresie utworzone zostały dwa coraz niżej położone dołki. To wypełnia jedną z definicji trendu malejącego. W takiej sytuacji sprzedający nie powinni mieć problemu ze sprowadzeniem wartości indeksu w okolice 2450 pkt.

Bardzo dobre wyniki wielu japońskich firm w II kwartale są ignorowane przez tamtejszy parkiet. Widoczna na tygodniowym MACD negatywna dywergencja już od wiosny przekonuje, że szanse na przedostanie się Nikkei ponad 12 tys. pkt są niewielkie. Ostrzega raczej przed powrotem rynku niedźwiedzia, który powinien doprowadzić indeks przynajmniej w rejon 9 tys. pkt.

Niekorzystnym sygnałem dla emerging markets jest przebicie przez koreański Kospi wiosennego dołka. Indeks spadł do najniższego poziomu od 10 miesięcy.