W opinii urzędników MF, nie ma potrzeby wprowadzania w tej chwili "antyinflacyjnych" obligacji dla inwestorów detalicznych. Dlaczego? - Bo już teraz mamy w ofercie takie papiery - usłyszeliśmy w MF.
Ministerstwo rzeczywiście sprzedaje obligacje czteroletnie, których oprocentowanie zależy od poziomu inflacji. Dotąd nie cieszyły się one jednak zainteresowaniem inwestorów. Czterolatki sprzedawane są co miesiąc. Popyt waha się w przedziale od kilku do kilkunastu milionów złotych. - W ostatnich miesiącach, ze względu na znaczący wzrost inflacji, zwiększyło się zainteresowanie tymi obligacjami - przekonują urzędnicy ministerstwa. W lipcu sprzedaż wyniosła prawie 39 mln zł. To więcej niż w poprzednich miesiącach, ale dużo mniej niż wynosi popyt na obligacje dwuletnie o stałym oprocentowaniu (w lipcu ponad 400 mln zł). Sam resort przyznaje, że powodem niskiej popularności czterolatek jest ich stosunkowo długi termin zapadalności. - Nie chcemy oferować krótszych papierów. Strategia zarządzania długiem publicznych zakłada bowiem, że terminy zapadalności będą wydłużane - wyjaśniono nam w ministerstwie.
Za dwa tygodnie MF ma przeprowadzić pierwszą aukcję obligacji indeksowanych inflacją. Jaka będzie wartość oferty - na razie nie wiadomo. Resort informował wcześniej, że będzie sprzedawać obligacje na przetargu raz w miesiącu. Podaż ma się kształtować na poziomie 0,4-0,5 mld zł.
Jakie będzie zainteresowanie nowymi papierami? - Popyt powinien wynieść ok. kilkuset milionów złotych. Jeśli przekroczy 500 mln zł, ministerstwo będzie to mogło uznać za sukces - twierdzi Maciej Słomka, szef dealerów obligacji w banku Pekao. Dla porównania, popyt na środowej aukcji obligacji dwuletnich wyniósł ponad 7 mld zł.
- Ta oferta jest trochę spóźniona. Powinna trafić na rynek wiosną. Wtedy były oczekiwania silnego wzrostu inflacji. Teraz są one tonowane, nawet przez sam resort finansów - twierdzi M. Słomka. Ministerstwo podało w tym tygodniu, że oczekuje spadku inflacji do 2,5% w drugiej połowie 2005 r. z 4,4% w czerwcu br.