Brytyjskie linie zamierzają zwiększyć dopłaty "paliwowe" do biletów z obecnych 2,5 funta do 6 funtów. Zmiany te będą dotyczyć na razie długich tras, czyli przede wszystkim połączeń transatlantyckich do Stanów Zjednoczonych i Kanady. Niewykluczone jednak, że obejmą też krótsze trasy, jeżeli wciąż będą się utrzymywać wysokie ceny ropy na światowych rynkach. Linie liczą, że ta decyzja pozwoli im rocznie zaoszczędzić na paliwie ok. 70 mln funtów. Tylko w ostatnim kwartale ceny paliwa lotniczego wzrosły prawie o 13%, a w ciągu roku zwiększyły się aż o 45%. Czyli łączne koszty zakupu paliwa w całym roku będą o 225 mln funtów wyższe niż rok wcześniej, gdy wyniosły 1,14 mld funtów.
Informacja o podwyżce cen bardzo niekorzystnie odbiła się na notowaniach British Airways. Wczoraj akcje spółki staniały na giełdzie londyńskiej aż o 8%. - Nie dziwi mnie taka reakcja. Nie ulega - moim zdaniem - wątpliwości, że podwyżka negatywnie wpłynie na liczbę przewożonych przez British Airways pasażerów - powiedział agencji Bloomberga Michael Rachor z monachijskiego funduszu Activest Investment, który w portfelu posiada walory brytyjskich linii. - Jeśli nie w krótkim, to w dłuższym terminie na pewno odbije się to na wynikach - dodał.
Tymczasem np. jeden z konkurentów British Airways, irlandzkie tanie linie Ryanair, zapowiadają, że w tym roku zmniejszą ceny biletów o ok. 20%.
British Airways powoli wydobywają się z kryzysu, jaki dotknął branżę po atakach terrorystycznych z 11 września 2001 r. i związany był też ze schłodzeniem globalnej koniunktury gospodarczej na w latach 2000-2003. Wczoraj, razem z informacją o zmianach cen, British Airways podały też wyniki finansowe za I kwartał roku obrachunkowego (okres kwiecień-czerwiec br.). Zanotowały zysk netto w wysokości 70 mln funtów, przy sprzedaży 1,9 mld funtów, czyli o 5,1% wyższej niż rok wcześniej. W okresie kwiecień-czerwiec 2003 r. brytyjski przewoźnik miał stratę sięgającą 63 mln funtów.
Bloomberg