Czwartkowa sesja na Wall Street rozpoczęła się od spadku. Sytuacja na wykresach amerykańskich indeksów nie wygląda najlepiej. Zwłaszcza źle prezentuje się technologiczny Nasdaq. Piątkowy spadek poniżej psychologicznego poziomu 1800 pkt był jednocześnie wybiciem z ośmiomiesięcznego kanału. Dodając do tego otwartą lukę bessy (1806-1821 pkt), to sytuacja byków jest nie do pozazdroszczenia. Sygnały sprzedaży są ewidentne. Realne staje się zejście do 1650 pkt (dołek z sierpnia i zniesienie Fibonacciego). Zmienić to może albo szybki powrót powyżej wspomnianej luki bessy albo też panika, która oczyściłaby rynek, stając się tym samym okazją do większego odreagowania. Z tym, że później spadki i tak byłby kontynuowane.
Równie źle wygląda sytuacja na wykresie indeksu S&P 500. Zeszłotygodniowe wybicie poniżej dołków z maja i lipca br. (1085 pkt), otworzyły drogę do 1020 pkt. To jednak najmniejszy wymiar "kary", jaki może spotkać amerykański rynek. Rozpoczęty proces podnoszenia stóp procentowych, rekordowe ceny ropy, czy wreszcie cykl prezydencki, to wszystko każe przypuszczać, iż jesteśmy na początku długiej bessy. Prawda że mało zachęcająca perspektywa?
W czwartek, jak co tydzień, inwestorzy otrzymali nowe dane z amerykańskiego rynku pracy. Liczba osób ubiegających się po raz pierwszy o zasiłek dla bezrobotnych spadła w ubiegłym tygodniu do 333 tys. Był to wynik lepszy od oczekiwań (prognozy mówiły o 340 tys.). Dane te z pewnością nieco podbudowały inwestorów. Przeciwnie do raportu na temat lipcowej sprzedaży detalicznej. Po czerwcowym spadku o 1,1%, który była znacznie większy od prognoz, gracze liczyli teraz na dobre dane. Tymczasem sprzedaż co prawda wzrosła, ale mniej niż oczekiwano (0,7% wobec +1,1%). Jak poinformował Departament Handlu, mniejsza sprzedaż to głównie efekt wysokich cen ropy naftowej. W tej sytuacji powstały naturalne obawy, że gospodarka amerykańska może mieć problem z zapowiadanym przez Alana Greenspana, powrotem w trzecim i czwartym kwartale, na ścieżkę szybkiego wzrostu gospodarczego.