Decyzje podejmowane na dwóch ostatnich posiedzeniach Rady Polityki Pieniężnej oraz coraz liczniejsze wypowiedzi jej przedstawicieli nie pozostawiają cienia wątpliwości. Rozpoczął się okres podwyżek stóp procentowych, czyli - innymi słowy - działań NBP na rzecz tego, aby pieniądz stał się droższy.
Osoby komentujące posunięcia RPP dzielą się na dwie grupy. Z jednej strony mamy analityków finansowych, gorąco przyklaskujących zaostrzeniu polityki pieniężnej i wyrażających żal, że podwyżki stóp nie są większe, skoro wzrasta inflacja. Z drugiej strony, mamy ludzi z innych działów gospodarki, np. z przemysłu, pukających się w czoło i mówiących: jak to, przecież gospodarka tak naprawdę jeszcze wcale nie odżyła, popyt na rynku krajowym jest nadal dość słaby, a bezlitośni mędrcy z RPP już chcą "schładzać wzrost", zniechęcając do inwestycji?!
Trochę racji mają i jedni, i drudzy. Rzeczywiście, obserwowane od kilku miesięcy przyspieszenie inflacji może budzić zaniepokojenie Rady. Wiadomo oczywiście, że o tym wzroście zadecydowały głównie czynniki o charakterze podażowym (czyli np. światowy wzrost cen surowców i półproduktów, zwłaszcza ropy, metali i wyrobów hutniczych, oraz cenowe efekty akcesji do Unii), a nie nadmierny popyt. Teoretycznie więc Rada może powiedzieć: nic na to nie poradzimy, zostawmy stopy w spokoju. Niestety, mogłoby to być działanie niebezpieczne, wszystko jedno bowiem, czy początkowy impuls inflacyjny miał charakter popytowy, czy podażowy - i tak zawsze grozi on zwiększeniem się oczekiwań inflacyjnych i wejściem w spiralę nadmiernego nominalnego wzrostu płac i cen.
Drugim czynnikiem, który skłania Radę do śmielszych działań, jest kształtowanie się realnych stóp procentowych. Trzy miesiące temu wynosiły one 5%, dziś - skutkiem szybszego wzrostu inflacji niż stóp nominalnych - spadły do 3%. Oczywiście, że stopy nominalne są nieco ważniejsze od realnych, ale na te drugie też trzeba zwracać uwagę.
No dobrze, czy oznacza to, że Rada będzie chciała zabić wzrost gospodarczy, zanim jeszcze nabrał on trwałego charakteru? Nie przesadzajmy z obawami. Popyt rynkowy stopniowo rozkręca się (choć wolniej, niż można było oczekiwać) i będzie wzrastać nawet mimo umiarkowanych podwyżek stóp procentowych. Polskę, tak czy owak, czeka już wkrótce okres popytowego boomu, któremu w nieunikniony sposób będzie towarzyszyć podwyższona inflacja i stopniowy wzrost stóp procentowych. Ważne jest jedynie, aby w najbliższych miesiącach nie przesadzić z ich podwyżkami, bo gospodarce rzeczywiście ostre hamowanie jeszcze się na pewno nie należy.