Koncepcja, jaka przyświeca konsolidacji, jest prosta: państwowy zarządca infrastruktury, Polskie Linie Kolejowe, będzie kontrolować także inne przedsiębiorstwa z grupy PKP, zajmujące się utrzymaniem torowisk. Do tzw. "spółek infrastrukturalnych" zaliczyć można PKP Energetykę, PKP Informatykę, spółkę Telekomunikacja Kolejowa oraz zakłady naprawy linii kolejowych (m.in. Zakład Robót Komunikacyjnych Dom w Poznaniu, Dolnośląski Dolkom czy Pomorskie Przedsiębiorstwo Mechaniczno-Torowe). PLK argumentuje, że dopiero po przejęciu części udziałów w tych firmach uzyska pełny wpływ na rozwój infrastruktury kolejowej w kraju. Pytanie jednak, jak daleko ta kontrola będzie posunięta.
Koniec marzeń
Energetyki?
Specjaliści obawiają się, że zbyt silny nadzór ze strony PLK zaszkodzi spółkom. - Nie wiadomo, czy w efekcie przegrupowań uda się ochronić tożsamość firm, która jest już dużo warta - obawia się Henryk Klimkiewicz, przewodniczący Forum Kolejowego Railway Business Forum. Konsolidacja w ramach PLK wywołuje mieszane uczucia zwłaszcza w PKP Energetyka. Spółka w ostatnich latach spełniła wszystkie niezbędne wymogi, aby konkurować na komercyjnym rynku energii. Uzyskała m.in. pełny pakiet koncesji Urzędu Regulacji Energetyki i dostarcza prąd do około 20 tys. prywatnych odbiorców. URE zatwierdził także taryfę spółki. Tymczasem według nieoficjalnych informacji, PLK przygotowuje się poprzez aport mienia do objęcia aż 51% udziałów w Energetyce. - To na pewno utrudni nasze funkcjonowanie na prywatnym rynku - przyznają w Energetyce. Do niedawna władze spółki miały jeszcze nadzieję na sprzedaż mniejszościowego pakietu akcji na giełdzie. - Przy 51-proc. udziale państwa będzie to trudne - obawia się kierownictwo.
Niepewne losy