Reklama

Gospodarcza walka na słowa

W poniedziałek rozpoczyna się w Nowym Jorku konwencja wyborcza republikanów. George W. Bush ma przedstawić więcej szczegółów swojego planu gospodarczego. Cztery kluczowe kwestie, w których rywalizować będzie z demokratą Johnem Kerrym, to podatki, rynek pracy, emerytury oraz czynniki zagrażające gospodarce, takie jak np. terroryzm. Szanse obu kandydatów do Białego Domu wydają się na tym polu, przynajmniej na razie, równe.

Publikacja: 28.08.2004 08:08

Rozpoczynająca się w Nowym Jorku konwencja republikanów to ostatni etap partyjnych przygotowań przed ostatnią rundą kampanii wyborczej, która zadecyduje o wyborze kolejnego prezydenta Stanów Zjednoczonych. Gdy George W. Bush oficjalnie przyjmie nominację swojego ugrupowania i obaj kandydaci zaczną bezpośrednie debaty, usłyszymy wszystkie argumenty przemawiające za i przeciw. Wiele z nich będzie dotyczyć spraw gospodarki i finansów publicznych, choć w tym roku, po raz pierwszy od wielu kampanii na pierwszy plan wysuwają się przede wszystkim kwestie bezpieczeństwa narodowego i polityki zagranicznej.

Oba obozy zaczęły bezpardonową walkę na telewizyjne spoty, mające przyciągnąć przede wszystkim głosy niezdecydowanych Amerykanów w tak zwanych "swing states" - stanach, których głosy elektorskie mogą przesądzić o ostatecznym wyniku wyborów. Są to: Arkansas, Floryda, Iowa, Michigan, Minnesota, Missouri, Nevada, New Hampshire, Nowy Meksyk, Ohio, Oregon, Pensylwania, Tennessee, Waszyngton, Wisconsin i Wirginia Zachodnia.

Wzajemne oskarżenia

Obóz Kerry?ego oskarża wciąż Busha o doprowadzenie do kryzysu na rynku pracy i wprowadzenie obniżek podatkowych przede wszystkim dla bogatych. Ten ostatni argument jest tak samo nieprawdziwy, jak koronny zarzut obozu Busha, że senator John Kerry w ciągu swojej kariery głosował za podniesieniem podatków o 900 mld USD, w tym bardzo niepopularnych podatków od benzyny.

Z normalnej na tym etapie walki, politycznej demagogii i obietnic bez pokrycia zaczynają się wyłaniać programy gospodarcze obu obozów. Od oceny sytuacji ekonomicznej mogą zależeć głosy niezdecydowanych, którzy w ostatniej chwili podejmą decyzję, na kogo oddać głos. Z badań wynika bowiem, że przy wyborze Amerykanie w większym stopniu kierują się oceną sytuacji makroekonomicznej niż swoimi kłopotami finansowymi.

Reklama
Reklama

Jednak sprawy wewnętrzne znajdują się w tym roku na drugim planie i nawet według ostatniej ankiety National Association for Business Economics - jednej z najpoważniejszych organizacji ekonomicznych w USA, największym krótkoterminowym zagrożeniem dla gospodarki Stanów Zjednoczonych jest obecnie terroryzm (40% ankietowanych) oraz deficyt (23%). Pół roku temu tylko 19% członków NABE zwracało uwagę na terroryzm jako na główne zagrożenie dla gospodarki. Poza kwestiami bezpieczeństwa zarysowano już kilka pól walki, na których ścierać się będą kandydaci podczas telewizyjnych debat. Każdy z nich będzie forsował tematy, w których czuje się lepiej.

Rynek pracy

Ojciec obecnego prezydenta przegrał wybory w 1992 r., ponieważ w ocenie wyborców lekceważył kłopoty przeciętnych, pracujących Amerykanów. Bush junior robi wszystko, aby uniknąć tego błędu. Ostatnie dane o liczbie utworzonych w lipcu nowych miejsc pracy nie były dla prezydenta najlepsze i Bush zrezygnował nawet z huraoptymistycznego tonu przy ocenianiu sytuacji gospodarczej, choć nadal usiłuje wytłumaczyć Amerykanom, że szklanka jest do połowy pełna, a nie do połowy pusta. Sondaże dają jednak Johnowi Kerry?emu wyraźną przewagę jako osobie, która utworzy więcej miejsc pracy. Demokraci przypominają, że mimo tegorocznej poprawy podczas kadencji Busha ubyło netto 1,2 miliona miejsc pracy, a nowe etaty powstają dużo wolniej od prognoz analityków. Krzywa tworzonych miejsc pracy opada od czterech miesięcy. Bilans liczby miejsc pracy w trzech czwartych stanów, w których w poprzednich wyborach różnica między Bushem a ówczesnym wiceprezydentem Alem Gore była minimalna, jest wciąż negatywny. Stąd w programie Kerry?ego znalazły się mechanizmy pobudzające zatrudnienie. Jeśli Bushowi uda się wygrać wybory, będzie pierwszym urzędującym od czasów Herberta Hoovera prezydentem, któremu udała się ta sztuka przy słabnącym rynku pracy.

Podatki

Prezydent Bush w ciągu pierwszej kadencji dwukrotnie obniżał podatki. Celem pierwszych cięć było wykorzystanie nadwyżki budżetowej, jaka została po kadencji Billa Clintona. Celem drugiej, dużo głębszej - ożywienie gospodarki. Obniżono wówczas progi podatkowe i utworzono najniższy 10-procentowy. Dziś obóz Busha walczy o to, aby nadać tym drugim cięciom charakter permanentny (przegłosowane ulgi wygasają w ciągu kilku lat) oraz wprowadzić kolejne obniżki podatków i to pomimo i tak już gigantycznego deficytu budżetowego.

John Kerry chce także obniżyć podatki dla klasy średniej, ale jednocześnie znieść ulgi dla najbogatszych Amerykanów. Progiem mają być roczne zarobki w wysokości 200 tys. USD. Obiecuje także wprowadzenie nowych ulg podatkowych promujących tworzenie nowych miejsc pracy.

Reklama
Reklama

Obaj kandydaci deklarują zmniejszenie deficytu budżetowego o połowę w ciągu najbliższych pięciu lat, ale oba obozy oskarżają się wzajemnie, że plany cięć rywali to utopia. I obie strony mają rację, bo w ekonomii nie ma cudów. Trudno odpowiedzialnie promować cięcia podatkowe i jednocześnie deklarować zmniejszanie deficytu budżetowego.

Czynnik niepewności

Ceny benzyny, zagrożenie terroryzmem i konieczność zwiększania wydatków na obronność - to kolejne tematy wyborczych sporów, które mogą wpłynąć na wynik wyborów. W sprawie benzyny rząd USA niewiele może zrobić, bo nawet rzucanie rezerw strategicznych na rynek w niewielkim stopniu wpływa na ruchy cen. Niemniej jednak demokraci nie zostawiają na Bushu suchej nitki.

Z kolei atmosfera zagrożenia tworzona przez Biały Dom może wpłynąć na sytuację na rynkach kapitałowych i odbić się na całej gospodarce. Obóz Busha będzie musiał więc ostrożnie używać argumentów podczas kampanii, aby nie wylać dziecka z kąpielą. Skutki ewentualnego ataku terrorystycznego, przed jakim wciąż ostrzega Departament Bezpieczeństwa Krajowego, mogą także okazać się poważne dla całej gospodarki, choć bez wątpienia atak zwiększyłby szanse wyborcze Busha.

Emerytury

Problem, co robić z generacją wyżu demograficznego (roczniki 1946-1964), która już wkrótce zacznie wchodzić w wiek emerytalny, nie jest niczym nowym. System ubezpieczeń społecznych Social Security może się rozpaść, jeśli nie zostanie zreformowany. Temat powtarza się jak mantra w kolejnych kampaniach, ale nie przekłada się to na konkrety.

Reklama
Reklama

Stephen Moore, szef Group of Growth, zbierającej pieniądze na konserwatywnych kandydatów, uważa, że w tym roku kwestia Social Security może się stać centralnym punktem programu ekonomicznego Busha. Obecny prezydent dąży do częściowego sprywatyzowania systemu ubezpieczeń społecznych i inwestowania części pieniędzy na amerykańskich rynkach kapitałowych. Już podczas poprzedniej kampanii proponował przenoszenie części składek emerytalnych na indywidualne konta inwestycyjne, czemu z kolei stanowczo sprzeciwia się John Kerry. Wynik listopadowych wyborów może więc mieć poważne skutki dla rynków w USA. Jeśli bowiem Bushowi podczas drugiej kadencji uda się przeforsować zmiany w systemie emerytalnym, na Wall Street popłyną setki miliardów dolarów, zwiększając popyt na papiery wartościowe. Warto jednak pamiętać, że do przeprowadzenia tego rodzaju zmian prezydent będzie potrzebować także zgody Kongresu. Tu jednak po latach dominacji republikanów układ sił może się zmienić na korzyść demokratów.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama