Rozpoczynająca się w Nowym Jorku konwencja republikanów to ostatni etap partyjnych przygotowań przed ostatnią rundą kampanii wyborczej, która zadecyduje o wyborze kolejnego prezydenta Stanów Zjednoczonych. Gdy George W. Bush oficjalnie przyjmie nominację swojego ugrupowania i obaj kandydaci zaczną bezpośrednie debaty, usłyszymy wszystkie argumenty przemawiające za i przeciw. Wiele z nich będzie dotyczyć spraw gospodarki i finansów publicznych, choć w tym roku, po raz pierwszy od wielu kampanii na pierwszy plan wysuwają się przede wszystkim kwestie bezpieczeństwa narodowego i polityki zagranicznej.
Oba obozy zaczęły bezpardonową walkę na telewizyjne spoty, mające przyciągnąć przede wszystkim głosy niezdecydowanych Amerykanów w tak zwanych "swing states" - stanach, których głosy elektorskie mogą przesądzić o ostatecznym wyniku wyborów. Są to: Arkansas, Floryda, Iowa, Michigan, Minnesota, Missouri, Nevada, New Hampshire, Nowy Meksyk, Ohio, Oregon, Pensylwania, Tennessee, Waszyngton, Wisconsin i Wirginia Zachodnia.
Wzajemne oskarżenia
Obóz Kerry?ego oskarża wciąż Busha o doprowadzenie do kryzysu na rynku pracy i wprowadzenie obniżek podatkowych przede wszystkim dla bogatych. Ten ostatni argument jest tak samo nieprawdziwy, jak koronny zarzut obozu Busha, że senator John Kerry w ciągu swojej kariery głosował za podniesieniem podatków o 900 mld USD, w tym bardzo niepopularnych podatków od benzyny.
Z normalnej na tym etapie walki, politycznej demagogii i obietnic bez pokrycia zaczynają się wyłaniać programy gospodarcze obu obozów. Od oceny sytuacji ekonomicznej mogą zależeć głosy niezdecydowanych, którzy w ostatniej chwili podejmą decyzję, na kogo oddać głos. Z badań wynika bowiem, że przy wyborze Amerykanie w większym stopniu kierują się oceną sytuacji makroekonomicznej niż swoimi kłopotami finansowymi.