Marazm towarzyszył wczoraj większości europejskich parkietów przez niemal cały dzień, co po części było zasługą najmniejszych w ciągu roku piątkowych obrotów na NYSE, jak i poniedziałkowego święta w londyńskim City. Pesymiści powiedzieliby, że sytuacja w tym tygodniu nie ulegnie szybko zmianie, bo jedyne, co się będzie dziać na Wall Street, to protesty związane z trwającą konwencją Republikanów. Świat finansów częściowo uciekł z NY, więc niskie obroty powinny się przedłużać. A skoro to Ameryka nadaje ton światowym parkietom, to ciężko wyznaczyć kierunek na najbliższe dni. Optymiści z kolei szansy na rozruszanie i "odpolitycznienie" rynków w USA będą upatrywać w danych makro.
Dla naszego rynku również mamy dzisiaj (12.00) bardzo ważny raport - raport o inflacji. Publikacja to niezmiernie kontrowersyjna i na pewno wywoła sporo emocji. Wystarczy przypomnieć, że RPP właśnie na podstawie przedstawionej tam projekcji inflacji podjęła ostatnią decyzję. Wygląda więc na to, że scenariusz nakreślony w tym raporcie będzie nieco przerażający. Ciekawe, jak przyjmie to rynek, bo już w zapowiedziach można było wyczytać, że niektórzy nie zdają sobie sprawy, że jest to prognoza warunkowa, zakładająca brak zmian stóp procentowych przez RPP!
Sens publikowania takiej "prognozy" może wydawać się więc dyskusyjny, bo przecież RPP nagle nie zniknie. To jednak nie jest tylko nasza rodzima praktyka. Tak naprawdę główną wartością z takich raportów jest zwiększenie wiarygodności banku centralnego poprzez poznanie modeli i założeń, jakimi bank kieruje się w swojej polityce. Jedyne, na co można narzekać, to fakt, że RPP podejmuje decyzje właśnie na podstawie takiej nieznanej rynkom i nieweryfikowalnej projekcji inflacji, co jej wiarygodności absolutnie nie zwiększa.