Byki nie dały dziś misiom żadnych szans. Początek jak i koniec sesji to dominacja popytu. Zapewne niebagatelną rolę odegrała tutaj "technika", gdyż na wykresach zamiast możliwego wybicia dołem z klina zwyżkującego mamy ucieczkę do góry i wyraźne pożegnanie się z trzymiesięczną konsolidacją zarówno dla kontraktów, jak i dla indeksu. Cieszyć się czy powątpiewać? Chciałbym się cieszyć, ale byłaby to niekonsekwencja tego, co pisałem w poprzednich komentarzach, gdzie bardzo bałem się pułapki, jaką moim zdaniem będzie właśnie takie wybicie.

Jeśli zobaczyłbym mocny popyt, to chętnie prognozowałbym dalszy ponad 100-pkt wzrost (rozpiętość konsolidacji). Tak różowo jednak nie jest. Wczorajszy wzrost to praktycznie tylko samo otwarcie i końcówka sesji, a nie systematyczna wspinaczka, w której popyt musi rozbijać oferty podaży. Wczoraj po prostu tych ofert podaży zupełnie zabrakło i nawet pojedyncze zlecenia łatwo mogły pogonić rynek na północ. A na otwarcie dobry nastrój zrobić jest szalenie łatwo. Takiej bierności podaży w obliczu PKO BP nie należy oczekiwać zbyt długo. Mógłbym jeszcze napisać, że do optymizmu nie skłania też łapiący zadyszkę rynek węgierski, gdzie wczoraj przekornie dla GPW były dość mocne spadki. Ale pewnie u niektórych wywoła to wręcz nadzieje, że zachodni kapitał z Węgier przenosi się do Warszawy. Ja nie odbierałbym tego tak optymistycznie.

Czyli jednak mimo wszystko, zamiast się cieszyć, powątpiewam w trwałość tego ruchu. Nie znaczy to, że zachęcałbym teraz do grania przeciwko trendowi (patrz SK-55). Rynek jest silny i po takiej sesji jak dzisiejsza, nawet jeśli nie było i nie jest się optymistą w dłuższym terminie, należałoby oczekiwać próby forsowania oporu przy luce bessy z końca kwietnia.