Po wtorkowym uderzeniu wczoraj rynek stracił impet. Niemniej sesja zakończyła się wzrostem notowań kontraktów wrześniowych na WIG20 7 punktów. 1777 pkt to najwyższe zakończenie sesji 28 kwietnia. Wolumen ponownie spadł poniżej 10 tysięcy kontraktów, co sugeruje korekcyjnych charakter wczorajszych notowań. Z ostatnich dwudziestu sesji aż 18 zakończyło się wzrostem. To nawet lepsze proporcje niż w listopadzie zeszłego roku, kiedy na rynku zaczynała się poprzednia średnioterminowa fala wzrostowa. Wykres kontynuacyjny poszedł wtedy w górę ponad 400 punktów, przy czym tylko pierwsze 290 odbywało się w dobrym tempie i bez większych korekt. Teraz rynek zyskał 150 punktów i do szczytu z 13 kwietnia zostało mu jeszcze 110. Czy dystans ten pokona bez większych trudności?
Gdyby brać pod uwagę wysokość konsolidacji, w której rynek znajdował się przez ostatnie trzy miesiące, z okładem można mieć jakieś wątpliwości. Wysokość wyniosła 110 punktów, co oznacza, że zwyżka wyczerpie swój potencjał na 1840 pkt. Czyli do wiosennego wierzchołka zabraknie 40 punktów. Można jednak wziąć pod uwagę, że konsolidacja trwała aż trzy miesiące. Jest zatem w niej wystarczający potencjał, żeby doprowadzić rynek do bardzo wysokich poziomów. Właściwie jedyny cień na jakość zwyżki rzuca wolumen. Jeśli już padło porównanie do listopadowej zwyżki, to wtedy dzienny wolumen regularnie przekraczał 20 tysięcy kontraktów. Teraz jeszcze z tą barierą się nie uporał.
Przy całej tej oczywistej przewadze byków nie ma właściwie lepszego miejsca, żeby zastawić na nie pułapkę. Właśnie dotarliśmy do 62-proc. zniesienia kwietniowo-majowego spadku. Podaż stanie się bardziej agresywna teraz, albo nigdy. Być może Fibonacci na naszym rynku nic już nie znaczy.